Dołącz do czytelników
Brak wyników

Terapia behawioralna , Otwarty dostęp

17 marca 2020

NR 16 (Marzec 2020)

Praca z psem nadpobudliwym

447

Za „złym” zachowaniem zawsze stoi solidny powód. Zazwyczaj są to stres i strach. Natomiast za słowem – czy może raczej za etykietą – „nadpobudliwość” może kryć się wiele różnych znaczeń. Jeśli chcemy pomóc psom i ich opiekunom, musimy zrozumieć podłoże „nadpobudliwych” zachowań.

Na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy zadzwoniło do mnie trzech klientów, prosząc o pomoc w opanowaniu swoich nadpobudliwych psów.
Basia i jej pies Nela miały problem podczas mijania psów na spacerze. Gdy tylko jakiś pies pojawiał się na horyzoncie, Nela zaczynała go oszczekiwać i wyrywać się na smyczy w jego stronę. Nadpobudliwie reagowała na widok każdego psa.
Kamil skontaktował się ze mną w sprawie uciążliwego witania przez psa gości. Gdy tylko ktoś wchodził do mieszkania Kamila, jego labrador Diego od razu na niego skakał. I nie odstępował go na krok przez pierwsze 10 minut. Diego reagował nadpobudliwie na gości.
Inga i Kali mieli problem na spacerach. Kali dobrze czuł się w domu, ale gdy wychodził z Ingą na spacer, „tracił z nią kontakt”. Nie reagował na żadne słowa, nie węszył, ciągnął w każdą stronę. Wydawało się, że bez celu oszczekiwał każdą mijaną osobę. Kali był nadpobudliwy na spacerach.
Chcemy, aby nasze psy zachowywały się spokojnie i w społecznie akceptowany przez ludzi sposób. Aby nie interesowały się brzydkimi zapachami, nie bały się huku i spokojnie obserwowały biegające z piłką dzieci. Te pożądane zachowania rzadko pokrywają się jednak z naturalnymi zachowaniami psów. To właśnie wtedy mamy tendencje do przyczepiania łatek naszym psom – jest „agresywny”, „strachliwy”, „histeryczny”, „nadpobudliwy”. Przyjrzyjmy się dokładniej moim trzem podopiecznym.

Nela rzuca się na inne psy

Podczas wywiadu często proszę opiekunów, aby szczegółowo opisali przynajmniej dwie sytuacje, w których ich pies zachował się nie w taki sposób, jakby chcieli. Pomimo że opis opiekuna nie zawsze jest dokładny, to dzięki niemu możemy się dowiedzieć, na co zwraca uwagę nasz klient i co najlepiej zapamiętał. Basia opowiedziała mi o dwóch sytuacjach, które miały miejsce po drodze do pobliskiego parku. W obydwu sytuacjach, gdy Nela zobaczyła obcego psa, nieruchomiała. Wpatrywała się w niego i nie udawało się jej odciągnąć bez użycia siły. Gdy pies się do niej zbliżał, Nela zaczynała go oszczekiwać i ciągnąć w jego stronę. Obie sytuacje skończyły się przymusowym odciągnięciem i prośbą, aby opiekun drugiego psa nie podchodził. Opiekunowie psów, które wykazują podobne zachowania, są często stygmatyzowani, wytykani palcami i obgadywani na forach osiedlowych. Rozumiem niepokój przechodniów, ale trzeba pamiętać, że takie zachowania mają na celu odsunięcie zbliżającego się bodźca, a to oznacza, że pies wcale nie chce wejść w bliższy kontakt, ponieważ odczuwa strach. Zaprosiłam Basię i Nelę na plac szkoleniowy, którego jedna trzecia jest ogrodzona. Wokół placu jest puste pole, daleko od ulicy i miejskiego życia. Lubię mówić, że mamy tam „sterylne warunki” – bez dodatkowych bodźców, które mogą stresować psa. Jest bardzo dużo przestrzeni i czasu – czyli tego, co według mnie jest najważniejsze dla psów podczas swobodnej komunikacji z drugim psem oraz opiekunem. Aby Nela poczuła się bezpieczniej na spacerach oraz w obecności innych psów, musiała poczuć, że ma pewną kontrolę nad sytuacją. Potrzebowała przekonać się, że jeżeli zakomunikuje Basi, że nie chce zbliżać się do psa, to Basia uszanuje jej prośbę. Wzajemne zrozumienie między opiekunem a psem jest fundamentem dobrej relacji i poczucia bezpieczeństwa obydwu stron.
Na ogrodzonej części placu był mój inny klient ze swoim psem, który zgodził się nam pomóc tego dnia. Wybór tego akurat psa nie był przypadkowy. Potrzebny nam był pewny siebie pies, który nie zestresuje się szczekaniem Neli i będzie odpowiadał sygnałami deeskalującymi – czyli takimi, które mają na celu obniżenie intensywności zachowań drugiego osobnika. Basia zaparkowała z dala od placu, przypięła Neli linkę i wypuściła ją. Zaczęłyśmy od swobodnego spacerowania i podążania za Nelą. Gdy Nela się zatrzymywała – my też. Jeżeli skręcała, stawała, zawracała – my podążałyśmy za nią. Każda decyzja o skróceniu dystansu do drugiego psa, który był za barierą w postaci ogrodzenia, to była decyzja Neli. Nela spędziła około 5 minut, węsząc w odległości 15 metrów od psa pomocnika. W tym czasie zbierała o nim informacje. Tyle czasu potrzebowała, aby zdecydować się na zrobienie 10 kroków w jego kierunku. W codziennych warunkach psy na spacerach nie mają takich możliwości. Opiekun spieszy się, żeby dojść do skwerku, na którym pies załatwi swoje potrzeby. Po drodze są ciasne chodniki i jezdnia z pędzącymi samochodami. Warunki, w jakich pracowałyśmy z Nelą, były dużo bardziej komfortowe.
Nela stała i spoglądała na drugiego psa, który 10 metrów dalej kopał dołek w ziemi. Ciało miała napięte, uszy skierowane do przodu, ogon wysoko uniesiony. Myślę, że czuła się niepewnie i była zestresowana. W tym momencie Basia chciała ją odwołać, ale poprosiłam, aby tego nie robiła. Ważne było, żeby Nela sama podjęła taką decyzję, gdy będzie gotowa. I w końcu tak się stało – Nela podbiegła do Basi i skoczyła na nią. To był wyraźny sygnał, że chce się oddalić. Pochwaliłyśmy ją za ten komunikat i zaproponowałyśmy zabawkę na rozładowanie stresu. Bawiąc się z Nelą, oddaliłyśmy się od drugiego psa. Stało się tak niewiele, a jednak Nela poczuła się dużo pewniej, gdy zauważyła, że inne zachowania niż oszczekiwanie również mogą doprowadzić do utrzymania lub zwiększenia dystansu między nią a drugim psem. Po krótkiej zabawie w przeciąganie Basia zostawiła pleciony sznurek Neli i stanęła w miejscu. Nela od razu skierowała wzrok w stronę psa pomocnika. Po chwili, węsząc, powoli skierowała się w stronę płotu. Robiła dużo przystanków, na które reagowałyśmy zatrzymywaniem się. Gdybyśmy zignorowały zachowanie Neli i szły dalej przed siebie, mogłybyśmy niechcący zmusić ją do skrócenia dystansu, przez co poczułaby się zagrożona. Zaczęłaby wtedy prezentować inne zachowania, które zapewnią jej komfortowy dla niej dystans od drugiego psa.
Jedno spotkanie pozwoliło Basi zrozumieć, dlaczego subtelne zachowania psa mogą mieć duże znaczenie dla poczucia bezpieczeństwa oraz jakie konsekwencje niesie za sobą ignorowanie ich. Neli natomiast uświadomiłyśmy, że jej prośby są odbierane przez Basię, a to dało jej poczucie większej kontroli i bezpieczeństwa.
Basia i Nela przyjechały do mnie jeszcze trzy razy. Nela poznała sześć psów, przy czym do dwóch zdecydowała się podejść i je obwąchać. Dystans, w którym zaczyna teraz oszczekiwać inne psy na spacerach, zmniejszył się do około 3 metrów – i to do psów, które zazwyczaj pojawiają się znienacka, na przykład wychodząc zza rogu. Nadpobudliwość Neli na widok innych psów była spowodowana strachem. Szczekanie na inne psy i ciągnięcie w ich stronę wynikały z chęci odsunięcia drugiego psa. Nasza współpraca wciąż trwa.

Krok po kroku: Zmniejszanie dystansu krytycznego do psów

Podążamy za psem i mamy oko wyczulone na takie sygnały, jak spojrzenie na nas, zatrzymanie się, zboczenie z trasy, zajście nam drogi. Nasz pies ma na sobie szelki i jest przypięty do minimum 5-metrowej linki. Mamy ze sobą ulubioną zabawkę psa. 

  • Zaczynamy w odległości, w której pies czuje się komfortowo. Pies pomocnik jest za barierą.
  • Podążamy za naszym psem.
  • Wzmacniamy pochwałą każde społeczne zachowanie, takie jak węszenie ze spoglądaniem w stronę drugiego psa, znaczenie moczem, tarzanie się.
  • Gdy nasz pies chce zwiększyć dystans, podążamy za nim i proponujemy mu wspólną zabawę lub noszenie zabawki dla rozładowania stresu.
  • Jeżeli przekroczymy granicę dystansu krytycznego (nasz pies na dłużej przyjmie postawę agonistyczną), skracamy linkę, zbliżając się do psa (nie przyciągamy go do siebie), czekamy, aż będzie gotów odejść, i odchodzimy razem w drugą stronę. Następnym razem zatrzymajmy go przed tą granicą.

Diego skacze na gości

Gdy przyszłam do Kamila i Diego, nie sposób było nie zauważyć, jakie zachowanie jego psa może Kamilowi przeszkadzać. Pomimo grubej zimowej kurtki, którą miałam na sobie, czułam każdy pazur na moim brzuchu, plecach i rękach. Psy bardzo często skaczą na ludzi, bo chcą ich zatrzymać lub odsunąć. Ale zachowanie Diego wynikało z bardzo przyjaznego i socjalnego nastawienia do ludzi. Prywatnie pozwalam mojemu 40-kilogramowemu psu skakać na mnie, gdy wracam do domu. Lubię, jak mój pies cieszy się na mój widok. Ale absolutnie rozumiem potrzeby moich klientów i zawsze staram się zrobić wszystko, aby je spełnić. Diego znał już podstawowe komendy, takie jak: „na miejsce”, „siad”, „czekaj”. Był w stanie w nich pozostać przez długi czas. Natomiast gdy tylko Kamil zwalniał Diego z komendy, ten od razu biegł do gościa i na niego skakał, nieważne, czy leżał na posłaniu 3 minuty, czy 10. Próba ignorowania psa w tej sytuacji byłaby trudna ze względu na obrażenia fizyczne. Teoretycznie Kamil mógłby kazać Diego leżeć na swoim miejscu przez cały czas, gdy są u niego goście, ale na szczęście Kamilowi takie rozwiązanie nie pasowało. Jedyne, co chciał zmienić w swoim psie, to skakanie. Chęć bycia blisko ludzi, proszenie o uwagę i o drapanie absolutnie mu nie przeszkadzały. Do tej pory, gdy przychodzili goście, Kamil cały czas mówił psu, co ma robić: „na miejsce”, „nie”, „fe”, „czekaj”. Diego trochę słuchał, ale komendy nie tłumiły potrzeby skakania i po chwili i tak odrywał łapy od ziemi.
Zaczęłam od wypchania swoich kieszeni smakołykami. Byłam gościem i miałam smakołyki, więc już od kilku minut Diego stał oparty na mnie przednimi łapami. Można inaczej zaaranżować początek ćwiczenia i poprosić psa o pójście na miejsce albo do innego pokoju. Jednak wtedy trzeba się liczyć z tym, że pies może odczuwać przez to większą frustrację i może być bardziej pobudzony. Ponieważ chciałam, żeby Diego sam zdecydował, co mu się opłaca, a co nie, nie strącałam go z siebie ani nie prosiłam go o zejście. Po chwili Diego na chwilę wrócił wszystkimi łapami na ziemię, poprawiając pozycję do kolejnego skoku – w tym momencie wyrzuciłam na ziemię kilka smakołyków. Można do tego ćwiczenia wykorzystać matę węchową, która mogłaby dodatkowo uspokoić psa, lecz może ona również zadziałać zniechęcająco lub zwiększyć frustrację. Podczas gdy Diego jadł smakołyki, dorzucałam kolejne. Takim sposobem jesteśmy w stanie lekko zmienić motywację psa z „zaraz skoczę” na „zaraz zjem więcej smakołyków z ziemi”. Powtórzyłam ten schemat 5 razy, po czym zrobiłam chwilkę przerwy. Gdy Diego zjadł wszystkie smakołyki, ale jeszcze nie zdążył na mnie skoczyć, dorzuciłam kolejną garstkę. W tym ćwiczeniu nie oszczędzamy...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy