Dołącz do czytelników
Brak wyników

Okiem eksperta

21 września 2021

NR 25 (Wrzesień 2021)

Wypalenie zawodowe w praktyce behawiorysty

0 411

„Cóż za cudowna praca – chodzić po domach i głaskać koty! Jak ja ci zazdroszczę!”. Te zdania słyszałam wielokrotnie przy różnych okazjach. Niestety, świadczą one o tym, że praca behawiorysty jest przez szerokie grono osób zupełnie niezrozumiała, a odpowiedzialność, która spoczywa na specjalistach, zostaje przysłonięta przez wizję pracy ze słodkimi pupilami. Tymczasem prawda wygląda zgoła inaczej.

„Bardzo kocham koty, chciałabym z nimi pracować, jak to zrobić, by zostać kimś takim jak Pani?" – jest to pytanie, które także bardzo często słyszę. Niestety – same chęci i miłość do zwierzaków nie wystarczą. Ja moją przygodę z kotami zaczęłam 20 lat temu, ale to nie oznacza, że od razu mogłam tytułować się kocim behawiorystą. Najpierw były problemy z moim własnym kotem Stefanem (piszę o nich szerzej w mojej drugiej książce, Stefan… czyli historia (z) przypadku), następnie poszukiwanie informacji w książkach, potem policealne technikum weterynaryjne i egzamin zawodowy, potwierdzający moje kwalifikacje i nadający mi państwowe uprawnienia w 2012 roku. Od tego momentu nieustannie się szkolę, rozwijam i poszerzam swoje kompetencje, bo w tej profesji nie wolno osiadać na laurach. Teoria musi łączyć się z praktyką, doświadczenie z wiedzą, a to wszystko musi być wsparte nowinkami ze świata zwierzęcej medycyny (nie tylko tej okołopsychiatrycznej) oraz iść w parze nierzadko z postępowaniem dietetycznym. W przeciwnym razie moja praca byłaby niepełna. Kiedy więc ktoś zadaje mi takie pytanie, odpowiadam: łączyć naukę teoretyczną z faktyczną pracą z kotami, np. w ramach wolontariatu w fundacji czy schronisku, poprzez prowadzenie domu tymczasowego lub też przez jakiś inny kontakt z możliwie dużą grupą zwierząt. I nie zawsze chodzi tu o zwierzaki stricte problemowe, ale po prostu o pewne obycie z nimi, poznanie ich reakcji, różnorodności, o przełożenie wyczytanych informacji na prawdziwe życie. Jeden kot nie nauczy nas kociego behawioru, tak samo jak jedna książka nie zapewni nam szerokiej wiedzy o świecie – choćby była najlepszą encyklopedią, jaka istnieje.
Tymczasem, w dobie internetu i łatwo dostępnych kursów prowadzonych na odległość, w zasadzie każdy może zapisać się na szkolenie dające mu po zakończeniu tytuł behawiorysty. Problem bowiem polega na tym, że behawiorysta w polskim systemie prawnym nie figuruje na liście zawodów, przez co nie ma żadnych odgórnych norm ani wytycznych, które musi spełnić człowiek używający takiego tytułu przy swoim nazwisku. Owszem, takie wytyczne są ustalone dla zoopsychologa. Ale dla behawiorysty nie. A to z kolei daje ogromne pole do nadużyć, na których mogą ucierpieć nie tylko ludzie, ale przede wszystkim zwierzęta.
 

POLECAMY

Czy wiesz, że...

Behawioryzm zwierzęcy nie jest miłą, łatwą i przyjemną dziedziną. Co więcej – na specjaliście spoczywa gigantyczna odpowiedzialność. Nasza zła ocena, nieprawidłowe za...

Pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów



Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Animal Expert"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • Zniżki na konferencje i szkolenia
  • ...i wiele więcej!

Przypisy