Dołącz do czytelników
Brak wyników

Terapia behawioralna

22 stycznia 2019

NR 9 (Styczeń 2019)

Stres weterynaryjny czy można go niwelować? CZ. I

0 214

Stres jest zjawiskiem naturalnym i ma funkcję przystosowawczą. Wszyscy stresujemy się mniej lub bardziej w obliczu trudnych sytuacji – dotyczy to także zwierząt. A wizyta u weterynarza bez wątpienia jest dla nich sytuacją trudną. Czy można im jakoś pomóc?

Według Jamesa O’Hearego, stres jest to niespecyficzna reakcja organizmu na stawiane mu wymagania dotyczące sfery zarówno fizycznej, jak i psychicznej. 
Reakcja na stres, zwana ogólnym zespołem adaptacyjnym, obejmuje trzy fazy:

  • stadium alarmowe (reakcja walcz – uciekaj),
  • fazę adaptacyjną,
  • fazę wycieńczenia.

Stadium alarmowe pojawia się, gdy zwierzę przeżywa nagły lub intensywny stres. Organizm pobudzany jest wówczas do aktywacji swoich zasobów. Następuje przyspieszenie akcji serca i oddechu. Krew ze skóry i narządów wewnętrznych odprowadzana jest do mięśni w celu przygotowania ich do ataku lub ucieczki. Zmienia się metabolizm organizmu – tak aby mógł on sprostać wyzwaniu.
Faza adaptacyjna rozpoczyna się zaraz po fazie alarmowej. Pobudzenie układu nerwowego ustępuje i jeżeli organizm radzi sobie z trudną sytuacją, zaczyna się powrót do równowagi. W innym wypadku następuje trzecia faza.
Faza wycieńczenia to czas, kiedy organizm zaczyna odczuwać deficyt zużytych zasobów. Stara się powoli wyciszać, odbudowywać utracone zasoby, aby dojść do równowagi.

Stan chronicznego stresu

Zwierzę poddawane stałej stymulacji może pozostawać w stanie chronicznego stresu. Organizm pozbywa się wtedy wartościowych zasobów na skutek ciągłego pozostawania w nienaturalnej fazie stanu alarmowego. Efektem ciągłego stresu są zaburzenia snu, trudności w myśleniu i uczeniu się, nadwrażliwość na ból, brak docenienia nagrody i doznawania przyjemności, podenerwowanie, wzrost poziomu agresji, a także spadek odporności powodujący choroby somatyczne.
Zastanówmy się przez chwilę, jakiej sytuacji dotyczy wizyta u weterynarza. Poza rutynowymi wizytami w celu szczepień czy odrobaczeń nasz pupil jest zabierany do weterynarza często już w stanie stresu w wyżej opisanym znaczeniu. Zwierzę odwiedza lekarza, gdyż toczy się u niego proces chorobowy lub np. miało kontuzję i pozostaje w bólu. Ból utożsamiany jest ze stresem dla organizmu, gdyż w jego obliczu organizm produkuje podobną chemię – m.in. kortyzol, adrenalinę, noradrenalinę, dopaminę i kwas glutaminowy. Stres natomiast potęguje odczuwanie bólu.
Przeżywany stres zależy od wielu czynników – począwszy od kodu genetycznego zwierzęcia, manifestującego się w charakterze, osobowości i temperamencie, przez poczynania hodowcy, socjalizację, sposób wychowania i dotychczasowe doświadczenia, aż do ewentualnych traum i przebytych chorób. Temperament wpływa np. na intensywność przeżywanych emocji, które to z kolei modulują zachowanie i pojawiają się w sytuacjach wymagających działań przystosowawczych. Aby organizm mógł podjąć odpowiednie działania, np. związane z uniknięciem zagrożenia, pojawia się pobudzenie neurofizjologiczne, czyli stres. Zwierzę zestresowane zachowuje się nieadekwatnie do sytuacji, dużo szybciej przekracza progi reakcji agresywnej czy lękowej, a także jest rozdrażnione na skutek utraty poczucia bezpieczeństwa, narastającej czujności i napięcia.

Stres trudny do opanowania

Stres przeżywany przez zwierzę u weterynarza jest wyjątkowo trudny do opanowania – z kilku powodów. Po pierwsze, jak już wspomniałam, zwierzę u weterynarza bardzo często znajduje się tam z powodu stanu chorobowego czy innego zaburzenia somatycznego – organizm już z tego powodu jest zestresowany. Po drugie, wykonywane przez personel czynności są często nieprzyjemne lub bolesne czy też pogłębiają odczuwany już ból. Jest to, niestety, błędne koło, gdyż z kolei w obliczu stresu ból jest silniej odczuwany, a zwierzę bardziej uwrażliwione zarówno na dotyk, jak i na inne działania. Lekarze, aby postawić diagnozę, muszą zbadać zwierzę. Z reguły starają się wykonać badanie sprawnie i skutecznie. Niejednokrotnie nie ma jednak możliwości, by dać zwierzęciu czas potrzebny do zaufania osobie przeprowadzającej badanie. Presja odczuwana jest więc nieprzerwanie. Praktycznie zawsze badanie odbywa się poprzez przymusowe przytrzymanie zwierzęcia, w łagodniejszej formie przez uniemożliwienie odejścia – ta forma, oczywiście, wyzwala mechanizm, który jest pierwotny i naturalny dla każdego gatunku: strategię „walcz – uciekaj”, stosowaną niejako przymusowo przez zwierzę w sytuacji zagrożenia.
Zjawisko stresu weterynaryjnego jest tym poważniejsze, że podczas wizyty zwierzęta przeżywają bardzo intensywne emocje – strach i frustrację w odpowiedzi na konkretny trudny czy bolesny bodziec. Brak wpływu na to, co będzie zwierzęciu robione i jak długo będzie ono poddawane tym procedurom, całkowicie od niego niezależnym, rodzi z kolei irracjonalny lęk. Przeżywane emocje powodują na drodze warunkowania bardzo łatwe i trwałe zapamiętywanie całej sytuacji. Dlatego wystarczy tak naprawdę jedno negatywne doświadczenie weterynaryjne, aby pies czy kot stał się ofiarą stresu weterynaryjnego w pełnym wymiarze. Zachowanie uwarunkowane na drodze uczenia i zapamiętania jest bardzo trudne do przepracowania. Dzieje się tak dlatego, że – jeśli raz przeżyliśmy jakąś traumę i potem po raz kolejny znajdziemy się w sytuacji, gdzie doświadczamy wrażeń zmysłowych mających związek z tamtym wydarzeniem – pamięć emocjonalna sprawia, iż zwierzę przeżywa strach ponownie, a organizm reaguje podobnie, dając pełne fizyczne objawy stresu. Dźwięki, zapachy lub obrazy związane z atmosferą przychodni weterynaryjnej na drodze emocjonalnego wspomnienia mogą nawet po jednokrotnym silnie przeżytym stresie być wyzwalaczem pełnej reakcji stresowej w przyszłości.

(Nie)pomagający opiekun

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze osoba opiekuna. Opiekun z całym spektrum swoich emocji bywa sam w sobie bardzo trudnym klientem dla przychodni weterynaryjnej. Tam, gdzie należałoby spokojnie, ze zrozumieniem wesprzeć pupila, właściciele niejednokrotnie nie potrafią ukryć swojego niepokoju, strachu o zwierzę w obliczu skomplikowanych zabiegów czy nawet podawanych środków narkotycznych na czas przeprowadzenia operacji. Uzasadnione jest przeżywanie głębokich doznań, gdy sytuacja zwierzęcia jest krytyczna, ale, niestety, czasem nawet przy stosunkowo błahych procedurach właściciel zwierzęcia nie radzi sobie z widokiem swojego kochanego czworonoga w stanie dyskomfortu. Opiekun, manifestując te destrukcyjne emocje, wprowadza dodatkowy chaos i utrudnia zwierzęciu wizytę u weterynarza, gdyż pupil, oczywiście, wyczuwa pełne napięcia oczekiwanie na diagnozę czy troskę o zwierzę, gdy rokowania są niepomyślne.
Samo miejsce przychodni weterynaryjnej generuje kolejne bodźce wpływające na odczuwanie stresu. Małe pomieszczenia, wąskie drzwi i korytarze utrudniające mijanie się zwierząt, śliskie powierzchnie, nerwowa atmosfera wśród personelu, pośpiech, głośna aparatura czy intensywne oświetlenie sprawiają, że sytuacja jest dla czworonogów jeszcze trudniejsza. W miejscach tych, pomimo starannej dezynfekcji, unosi się zapach stresu innych zwierząt czy ich pełna strachu wokalizacja docierająca z wnętrza gabinetów. Spędzanie czasu w poczekalni bywa dla niektórych pacjentów swoistą torturą.
Czy zatem pozostajemy bezradni i należy zaakceptować fakt, że spora część zwierząt przy większości wizyt i zabiegów musi się stresować? Czy możemy zwolnić się z działania i prób polepszenia dobrostanu naszych czworonożnych przyjaciół? Wydaje się, że jest sporo do zrobienia i choć, oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie opisane poniżej elementy można implementować u osiedlowego weterynarza, to jednak warto wprowadzić przynajmniej niektóre. Przeszkodami mogą być istniejąca infrastruktura i spore koszty, jednak na pewno w każdym miejscu świadczącym usługi weterynaryjne można wprowadzić pomniejsze zmiany, które w znacznym stopniu wpłyną na komfort pacjentów.

Co jest normą w zachowaniu?

Karen Overall zwraca uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, weterynarze często mogą mieć problem z określeniem tego, co dla danego zwierzęcia jest normą w zachowaniu. Poza pacjentami, którzy znani są weterynarzowi od wczesnego wieku, w których rozwoju i profilaktyce zdrowia uczestniczą, trudno jest oceniać przeciętnego pacjenta i jego poziom pobudzenia i lęku weterynaryjnego, gdyż praktycznie zawsze to zwierzę widziane jest w kontekście procedur medycznych. Mało który weterynarz spotyka pacjentów poza kliniką w sytuacji np. spacerowej czy domowej. Tak czy inaczej, wprawne i doświadczone oko może wychwycić objawy stresu większego niż zwykłe pobudzenie przebywaniem w nowym miejscu.
Druga sprawa to odróżnienie tych pacjentów, którzy przeżywają ogromny stres na skutek faktycznej traumy (częstych bolesnych interwencji albo jednej zapamiętanej), od tych, którzy boją się po prostu tego, co i w jaki sposób jest im robione na skutek np. większej ostrożności osobniczej.
Overall przypomina, że personel weterynaryjny powinien wykorzystywać każdą możliwą okazję do przyzwyczajania młodych zwierząt w pozytywny sposób do zabiegów i powtarzać takie sesje na każdym etapie życia zwierzęcia. Bardzo ważne jest, aby nie dopuścić do tego, że pupil rozwinie lęk wobec ludzi na skutek trudnych wizyt.

Praca opiekuna z personelem weterynaryjnym

Na pewno wielu problemom i eskalacji stresu weterynaryjnego można zapobiec poprzez świadome i wielokrotne wystawianie zwierzaka na pozytywny kontakt z weterynarzami, zanim potrzebna będzie pierwsza bolesna interwencja. Gdyby wydanie zwierzaka od hodowcy, ze schroniska albo domu tymczasowego wiązało się z informacją, że warto przejść się do wybranego weterynarza i popracować nad dobrymi skojarzeniami z tą wizytą, to strachu u wielu zwierząt można by w dużym stopniu uniknąć.
W moim odczuciu brakuje wiedzy – po stronie zarówno samych lekarzy weterynarii, jak i opiekunów młodych lub świeżo zaadoptowanych zwierząt. Dlatego już w obszarze prewencji mamy sporo do zrobienia. Należy edukować zarówno praktyków weterynarzy, jak i opiekunów o potrzebie takich wizyt czysto socjalizacyjnych, budujących zaufanie do miejsca i drobnych zabiegów pielęgnacyjno-weterynaryjnych. Na podobnej zasadzie rozwija się każdy lęk, np. kynofobia u dzieci. Często wynika ona z braku jakichkolwiek doświadczeń z psiakami, bo akurat rodzina nie jest prozwierzęca. Na takim gruncie dochodzi do jednej szczególnej sytuacji z udziałem biegnącego lub szczekającego w pobliżu psa. Kynofobia się rozwija, bo zabrakło pozytywnych doświadczeń, które mogłyby stanowić przeciwwagę do jednego traumatycznego wydarzenia.
Wielu autorów sugeruje działania profilaktyczne w postaci socjalizacji szczeniąt i kociąt we współpracy z przychodniami weterynaryjnymi. Jest już sporo miejsc, w których – gdy przyjdzie się z młodym zwierzęciem – zostaniemy ugoszczeni całą masą smakołyków i gdzie nasz pupil doświadczy pozytywnych kontaktów z personelem. Pamiętajmy, że nie tylko pierwsze kontakty są ważne, przez całe życie pupila można regularnie, poza wizytami koniecznymi, umawiać również wizyty czysto towarzyskie. Wierzę, że po odpowiednim wprowadzeniu wielu weterynarzy zareaguje pozytywnie na taką praktykę opiekunów, wiedząc, że przyzwyczajony pacjent to pacjent bardziej spolegliwy i współpracujący w przyszłości. Chodzi o to, aby dobre doświadczenia w gabinecie weterynaryjnym były zasadą, a nie wyjątkiem.
Kolejnym ważnym tematem w zakresie polubienia wizyt jest również odpowiednio wczesne przyzwyczajenie psiaka do jazdy samochodem czy innym środkiem transportu, jeśli z takiego będziemy korzystać. Bardzo istotne jest, aby pierwsze doświadczenia samochodowe zwierzaka nie były powiązane z pierwszą wizytą w lecznicy weterynaryjnej. Stąd już bowiem prosta droga do stresu w trakcie jazdy. Sugeruje się zatem, aby najpierw wykonać odpowiednią pracę nad dobrym skojarzeniem z samochodem, zabierając pupila w wiele atrakcyjnych dla niego miejsc.
Pracę przedwstępną należy wykonać również w kontekście zakładanych pupilowi, obroży czy szelek, a w przypadku kotów i innych futrzaków konieczne będzie przyzwyczajenie do transportera. Taki kontener powinien stać jako element otoczenia w domu, otwarty, wyścielony miękkim ręcznikiem, może nawet spryskany feromonami odpowiednimi do gatunku – po to, aby kojarzył się z czymś przyjemnym, z azylem i bezpieczeństwem. Czerpiąc z zoofarmakognozji stosowanej, do środka transportera można również włożyć szmatkę nasączoną jednym z uspokajających ol...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Animal Expert"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • Zniżki na konferencje i szkolenia
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy