Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

17 lipca 2019

NR 12 (Lipiec 2019)

Wpływ kota domowego na przyrodę

0 95

Kot domowy to zwierzę niezwykłe – pomimo zdolności do wytwarzania daleko rozwiniętych kompetencji społecznych w kontaktach z człowiekiem część jego natury wciąż pozostaje mocno pierwotna. Czy patrząc na naszego przyjaciela śpiącego na kanapie, widzimy pogromcę innych gatunków? Zwykle nie. A okazuje się, że powinniśmy.

Bazą do określenia prawidłowych lub nieprawidłowych zachowań danego gatunku jest etogram. Stąd też jest on wspólny dla wszystkich osobników gatunku Felis catus, niezależnie od tego, czy dane zwierzę przebywa w domu, czy bytuje w środowisku. Zachowania łowieckie, które w koci etogram są wpisane, występują więc u wszystkich kotów, są czymś całkowicie naturalnym i świadczą niezbicie o ich naturze drapieżnika. Pamiętajmy, że kot domowy to jedyny gatunek rodziny Felidae, który na szeroką skalę wytworzył umiejętność życia w towarzystwie człowieka. Wszystkie inne kotowate mogą zostać oswojone, jednak nie mamy podstaw, by mówić o ich udomowieniu, ponieważ nie występuje u nich dziedzicznie zwiększona podatność na oswajanie i nawiązywanie relacji z ludźmi, a co za tym idzie – konkretne osobniki nie wykazują cech syndromu udomowienia. Obserwując zachowania łowieckie kota domowego, wiemy, że ich zaspokajanie jest szalenie istotne dla utrzymania dobrostanu zwierzęcia w znaczeniu nie tylko fizycznym, ale także psychicznym. Kot jako łowca realizuje swoją naturalną potrzebę pogoni, chwytania i zabijania ofiary, jednocześnie dostarczając sobie w ten sposób przyjemności. Zachowania łowieckie są oczywiście związane z kwestią przetrwania – w naturze kot musi wyżywić się sam – jednak nie zanikają one w momencie, w którym zwierzak pozbawiony jest konieczności samodzielnego pozyskiwania pożywienia. Wiemy również, że nie mają na nie wpływu kwestie udomowienia, kastracji czy głodu bądź sytości: kastrowany najedzony kot domowy może być równie skutecznym łowcą co środowiskowy kot bytujący stale na zewnątrz. Różnica jest w zasadzie jedna – o ile kot żywiący się dzięki polowaniu zazwyczaj swoją ofiarę zje, o tyle kot domowy atak wykona dla rozrywki. I, niestety, nie będzie to sytuacja jednorazowa. Aby lepiej zobrazować skalę problemu i operować na twardych danych, a nie jedynie na przybliżonych liczbach i szacunkach, warto odnieść się wprost do badań nie tylko nad samymi kotami, ale także nad populacjami tych gatunków, które zaliczane są do repertuaru kocich ofiar. Okazuje się bowiem, że to, co opiekun często traktuje marginalnie, jest ogromnym problemem przyrodniczym, który najwyższy czas przestać bagatelizować.
 

Czy wiesz, że...

Obserwując zachowania łowieckie kota domowego, wiemy, że ich zaspokajanie jest szalenie istotne dla utrzymania dobrostanu zwierzęcia w znaczeniu nie tylko fizycznym, ale także psychicznym.


Wpływ wypuszczanych kotów na środowisko naturalne

Kot bardzo często jest uznawany za dzikie zwierzę – zupełnie błędnie. Jest ssakiem udomowionym (z syndromem udomowienia; udomowienie kota jest bezdyskusyjne, a jego siedliskiem naturalnym są wyłącznie ludzkie domy) i rozprzestrzenianym przez człowieka. Jednocześnie znajduje się na liście stu najgroźniejszych gatunków inwazyjnych świata i uznany jest za obcy gatunek na całym obszarze występowania – uznaje się bowiem, że gatunki udomowione mają swoich dzikich przodków, jednak ich „siedlisko” jest ściśle powiązane z obecnością człowieka, który odpowiadał za powstanie i rozrost ich populacji. Do niedawna w literaturze poświęconej kotom pojawiały się zwykle stwierdzenia, że obecność kotów jest bez znaczenia dla populacji zwierząt, głównie ptaków, bo koty są w Europie czy Ameryce Północnej „od dawna” i ptaki przystosowały się do ich obecności. Ich wypuszczanie i porzucanie uważano natomiast za zagrożenie w Australii czy na sąsiadujących z nią wyspach, gdzie efekty ich bytowania szybko stają się bardzo widoczne. Powszechnie również uważa się, że koty zwalczają gryzonie i ich obecność jest pożyteczna. Dopiero od kilkunastu lat rozpoczęto w Europie i USA częstsze badania nad wpływem wypuszczanych i wolno żyjących kotów na gatunki zwierząt dzikich – skoncentruję się tu na ptakach, ale problemy dotyczą także gadów, płazów, nietoperzy i innych kręgowców o masie nieprzekraczającej 100 g, bo takie najczęściej padają ofiarami kotów.
 

Wpływ kota różni się od wpływu dzikich drapieżników następująco:

  • Kot jest zwykle sprowadzany przez ludzi, niezależnie od pojemności środowiska.
  • Kot jest karmiony, tworzy mu się schronienie, leczy się go – przez co jest wyłączony spod presji czynników, które dotyczą zwierząt dzikich, a nawet jeśli ginie – sprowadza się kolejnego.
  • Z powyższych powodów koty osiągają zagęszczenia niemożliwe do osiągnięcia naturalnie – nawet do ponad 200 osobników/km2 – podczas gdy terytorium jednego żbika może obejmować nawet kilkanaście km2!


Czy tylko „myszy i szczury”? 

Zabijanie ssaków przez kota zwykle postrzegane jest jako coś pozytywnego – ale niewiele osób odróżnia gatunki drobnych ssaków, zwykle wrzucając wszystko do kategorii „myszy i szczury”. Tymczasem już w 1974 roku obserwacje składu ofiar kotów domowych w Illinois wykazały, że spośród 313 złapanych ssaków tylko 13 stanowiły myszy domowe! Resztę ofiar stanowiły gatunki rodzime, niegroźne dla człowieka, stanowiące zaś pokarm rodzimych ptaków drapieżnych, których populację koty pośrednio ograniczają. Również w Bristolu (Wielka Brytania) główną ofiarą kota domowego była nieszkodliwa myszarka zaroślowa, koty zresztą zabiły jedynie 10% jej populacji, jedynym zaś gatunkiem szkodliwym zabijanym przez koty był szczur wędrowny – koty zabiły jedynie 7% populacji szczurów, co również nie jest wystarczającym regulatorem. W Baltimore (Stany Zjednoczone) koty także zabijały nie więcej niż 10% populacji szczurów, zaś efekt redukcji osiągano dopiero przy eliminacji powyżej 50%. W Nowym Jorku przy użyciu kamer i mikrochipów, których odczyty umożliwiały monitorowanie aktywności i przemieszczeń szczurów wędrownych, wykazano zaś, że efekt „zwalczania” jest nieznaczący – na ponad 250 obserwacji kotów tylko trzykrotnie kot próbował polować na szczura i tylko w dwóch spośród tych przypadków udało mu się zabić gryzonia. Szczury pozostawały zresztą w terytorium pomimo aktywności kotów, a efekt redukcji był pozorny – szczury w obecności kotów zmniejszały aktywność i unikały miejsc odsłoniętych.

Nie zabija, bo nie przynosi? 

Niekiedy spekulowano, że koty wyłapują słabsze osobniki z populacji, pełnią zatem funkcję „sanitarną”. Bliższe badania ujawniły jednak, że w wypadku małych i łatwych do zabicia po schwytaniu zwierząt koty kierują się raczej dostępnością ofiar, a nie ich kondycją. W przypadku nietoperzy najliczniej chwytane są karmiące samice, a w przypadku małych ptaków – osobniki mniej otłuszczone, ponieważ intensywniej żerują lub zbierają pokarm dla piskląt; poziom otłuszczenia u małego ptaka może zmieniać się dość szybko w ciągu dnia i nie świadczy o złej kondycji. Również przekonanie, że jeśli kot przynosi do domu niewiele ofiar, to mało poluje, jest nieuzasadnione. Koty mogą wprawdzie bardzo różnić się między sobą pod względem liczby złapanych ofiar, ale polujące karmione koty wyposażone w kamery zabijały średnio 2–4 ofiary na tydzień, natomiast tylko ¼ z nich przynosiły do domu – mniej więcej tyle samo zjadały – a resztę porzucały. Z kolei obserwacje terenowe w Skandynawii sugerują, że koty zabijają mniej więcej pięć razy tyle, co przynoszą. W Polsce zaś wiejskie, zbyt słabo karmione koty zabijają aż ponad piętnaście razy tyle ofiar, co przynoszą, bo większość od razu zjadają, co wykazano, zbierając ich odchody.

Koty a drapieżniki naturalne

No dobrze, ale co z wpływem na populację? Pamiętajmy, że liczebność kotów jest niezależna od dostępu do ofiar, ponieważ koty są karmione przez ludzi, a nawet jeśli nie są, to nadal są sztucznie wprowadzane do środowiska. W Wielkiej Brytanii stwierdzono, że zagęszczenie kotów negatywnie koreluje z zagęszczeniem i różnorodnością zespołu gatunków ptaków, a w przypadku wróbla, rudzika (to pospolite, stykające się z kotami od dawna, teoretycznie mniej wrażliwe gatunki) i pokrzywnicy drapieżnictwo kotów lokalnie przekracza możliwości odtwarzania się populacji, która utrzymuje się tylko dzięki imigracji z zewnątrz. Drapieżniki rodzime żyjące na tym samym obszarze zabijają wielokrotnie mniej ptaków niż koty, bo ich zagęszczenie jest naturalne, a zatem mniejsze. Na terytorium jednej pary srok w okolicach Sheffield (Wielka Brytania), która zabija nie więcej niż 30–60 ptaków rocznie (głównie poprzez rabowanie jaj i piskląt), na terenach miejskich żyje ok. 70–75 kotów, a na terenach podmiejskich – 25. Koty te rocznie zabijają odpowiednio 622 ptaki w mieście, a poza miastem 415, więc znacznie więcej niż drapieżniki naturalne. Ponadto polują głównie na ptaki lotne, których strata jest bardziej dotkliwa dla populacji, Zagęszczenia kotów są tak nieproporcjonalnie duże (obrazowo: jeden kot przypada na 3–6 ptaków; wyobraźcie sobie, że na sawannie jeden lew przypada na sześć antylop – Jak myślicie, jak długo taki ekosystem mógłby funkcjonować?), że w dłuższej perspektywie wystarczy nawet, iż jeden kot złapie jednego ptaka rocznie, aby wywoływało to efekt postępującego spadku liczebności populacji. Ponadto w obecności kotów kosy częściej alarmują, co wielokrotnie zwiększa drapieżnictwo krukowatych na gniazdach i ogranicza karmienie piskląt, a to z kolei przekłada się na ich gorszą przeżywalność. Efekt widać także u dymówek (ponownie – gatunek żyjący w obecności kotów od dawna), które w obecności kotów szybciej się starzeją z uwagi na stres. Podobnie zapewne jest z dziko żyjącymi drapieżnikami, ale na terytorium jednego dzikiego drapieżnika mogą żyć setki karmionych i wypuszczanych kotów domowych, więc skala płoszenia przez koty jest wielokrotnie większa i w naturze nie byłaby tak duża. Tak więc ptaki adaptują się do obecności kotów…,  ale nie tak, jakbyśmy chcieli, bo koszty tej adaptacji też są wysokie. Problemem są także hybrydyzacja kota domowego ze żbikiem (Felis silvestris) oraz choroby przenoszone na dzikie ssaki przez koty zmuszone do życia w przegęszczeniu, a więc łatwo zarażające się. Choroby te rozprzestrzeniają się nawet wśród ssaków morskich. Mało tego – odkryto bardzo niepokojącą sytuację, której do niedawna nie byliśmy w ogóle świadomi, a mianowicie skalę śmiertelności.
 


Generowanie śmiertelności 

Zjawisko generowania olbrzymiej śmiertelności małych zwierząt poprzez nieodpowiedzialne traktowanie kotów było czymś bardzo długo kompletnie niedostrzeganym. Dopiero wielkoskalowe analizy danych pozwoliły dostrzec sytuację głęboko przerażającą. Kotów jest mnóstwo – wypuszczanych, porzucanych, całkowicie zdziczałych. Część z nich poluje, bo może, część – bo musi. Okazuje się, że to wcale nie jest pomijalna liczba. Wręcz przeciwnie. W Stanach Zjednoczonych koty zabijają rocznie około 1,4–3,7 miliarda ptaków i 6,9–20,7 miliarda małych ssaków. W Wielkiej Brytanii samych ptaków ginie 55 milionów rocznie. W Polsce –
ponad 130 milionów ptaków i ponad 580 milionów ssaków (tymczasem samych ptaków mamy ok. 100 mln par lęgowych!). Z badań krajowych wynika, iż gdy jeden kot zjada średnio jedno zwierzę o wadze 20–30 g dziennie, a od ludzi dostaje jedzenie słabej jakości lub nie dostaje go wcale, spożywanie upolowanych ofiar nie wystarczy, aby utrzymać go przy życiu. Być może zatem liczba ofiar jest niedoszacowana. I w żaden sposób nie da się uznać tej śmiertelności za naturalną – obecność olbrzymiej liczby domowych zaniedbanych zwierząt jest jeszcze jednym aspektem szkodliwej działalności ludzi. Koty same się nie udomowiły, nie wsiadły na statki, nie przypłynęły do Polski, nie otwierają drzwi, nie chcą mieszkać w stodole, w przegęszczeniu, rodzić trzy razy do roku, walczyć o każdy kęs, umierać najczęściej jeszcze przed usamodzielnieniem się. To nie koty okazują się głównym czynnikiem śmiertelności ptaków i innych zwierząt – to nasze postępowanie z nimi, szkodliwe zresztą dla samych kotów. Koty domowe są głównym czynnikiem zabijania małych zwierząt przez ludzi. A ludzie, niestety, wolą tego nie dostrzegać albo wręcz uznać, że przecież kot „sam zabija, bo tak ma” – dla badanych opiekunów kotów w Wielkiej Brytanii drapieżnictwo własnego kota nie jest problemem. 

To przecież tylko jeden kot i kilka małych zwierząt. W momencie, kiedy tych kotów są miliony – są to setki milionów zabitych niepotrzebnie zwierząt.
 


Syndrom udomowienia

Zupełnie bez sensu uznaje się często ochronę humanitarną zwierząt i ochronę przyrody, rozumianą jako ochronę całych populacji czy ekosystemów, za przeciwstawne. Tymczasem potrzeba ochrony przyrody jest zbieżna, a nie przeciwstawna, z potrzebą humanitarnej ochrony kotów. Optymalne byłoby, aby – mówiąc o kociej bezdomności czy wypuszczaniu kotów – posługiwać się argumentami merytorycznymi. Niestety, dominują argumenty emocjonalne albo wręcz błędne i fałszywe. Koty wolno żyjące, nawet jeśli są niezsocjalizowane, nadal biologicznie są zwierzętami bezdomnymi i nie stają się dzikie – nie tracą cech syndromu udomowienia.  Sprawia to, że są predysponowane do życia pod opieką ludzi, zaś gorzej radzą sobie z wyzwaniami świata zewnętrznego. Syndrom udomowienia jest w istocie upośledzeniem funkcjonowania układu nerwowego i ho...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Animal Expert"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • Zniżki na konferencje i szkolenia
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy