Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

22 marca 2019

NR 10 (Marzec 2019)

Kot domowy, ale czy udomowiony?

0 185

Ostatnia dekada okazała się przełomowa dla kota domowego jako gatunku. Po raz pierwszy w historii kot przegonił bowiem psa w rankingu zwierząt najliczniej towarzyszących człowiekowi i z roku na rok umacnia swoją niekwestionowaną pozycję lidera w tej kategorii. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że – według wszelkich naukowych prawideł – kot miał naprawdę niewielkie szanse, aby przystosować się do życia z ludźmi.

Obecnie liczebność kotów na świecie szacuje się na minimum 600 mln – trudno o bardziej wymierne dowody ewolucyjnego sukcesu gatunku. 
Tymczasem, jak zaznaczono we wstępie, zdaniem naukowców kot miał niewielkie szanse, aby przystosować się do życia z ludźmi. Co więcej, przez niektórych współczesnych badaczy nadal nie jest uważany za gatunek w pełni udomowiony…
Jak zatem doszło do tak szeroko zakrojonej ekspansji kotów domowych do naszego świata? Jaką drogę przebył kot, zanim wskoczył człowiekowi na kolana i zamieszkał z nim pod jednym dachem? I wreszcie – jak owa droga wpłynęła na to, jakim zwierzęciem jest kot dziś?
Historia kociego udomowienia zdecydowanie nie jest jedną z tych nudnych ewolucyjnych opowieści o powstaniu gatunku, z którymi można spotkać się w podręcznikach biologii. Wręcz przeciwnie – jest co najmniej tak fascynująca, przewrotna i zagadkowa, jak sam kot. Jej poznanie stanowi niezbędny fundament dla lepszego zrozumienia zachowań, potrzeb i problemów współczesnych kotów domowych.

Skąd wziął się kot?

Dzisiejszy kot domowy (Felis silvestris catus) jest owocem ok. 12 tysięcy lat ewolucji, o czym wiemy dzięki badaniom genetycznym opublikowanym w 2007 r. przez badaczy z Oxfordu (Driscoll i in.).
Badania te nie tylko wskazały czas i miejsce, w których ścieżki, wtedy jeszcze dzikiego kota, skrzyżowały się ze ścieżkami człowieka, ale też ukróciły wszelkie spekulacje na temat możliwych gatunków, od których kot domowy miał się wywodzić. Z pięciu branych do tej pory pod uwagę – kota bagiennego, kota pustynnego, taraja, manula i żbika – zaszczytne miano protoplasty kota domowego przypadło żbikowi (Felis silvestris), a dokładnie jednemu z jego podgatunków – żbikowi nubijskiemu (Felis silvestris lybica), zamieszkującemu północną Afrykę i Bliski Wschód.
To właśnie na Bliskim Wschodzie, a konkretnie w obszarze tzw. Żyznego Półksiężyca (rozciągającego się od dzisiejszego Egiptu po Irak), rozpoczął się powolny i być może trwający do dziś proces udomowienia kota. Dlaczego akurat tam i akurat wtedy?
Kluczowymi czynnikami, które determinują gatunek jako predysponowany do udomowienia, są: łatwość dostosowywania się do nowych warunków, zróżnicowana dieta, społeczny tryb życia, hierarchiczna struktura grupy, duża tolerancja na wysokie zagęszczenie oraz łatwość oswajania się. Poza tym, oczywiście, dochodzi kwestia przydatności danego gatunku dla człowieka – czy to w roli pożywienia, jak w przypadku krów, świń lub drobiu, czy też realizowania innych ważnych zadań, jak w przypadku koni i psów.
Trudno nie zauważyć, że terytorialny, samotniczy, bezwzględnie mięsożerny i generalnie stroniący od ludzi żbik nijak nie pasuje do tego opisu…
To dlatego udomowienie kota jest tak wyjątkowe – przebiegło bowiem według zupełnie innego schematu niż u pozostałych gatunków. Niektórzy badacze posuwają się wręcz do stwierdzenia, że to nie człowiek udomowił kota dla swoich korzyści, tylko kot udomowił się sam, korzystając ze sprzyjających warunków, jakie stworzył mu do życia człowiek. I jak zobaczymy, trzeba im przyznać trochę racji…

Jak to się zaczęło?

Proces udomowiania kota rozpoczął się w momencie powstania pierwszych osad ludzkich opartych, nie jak wcześniej, na łowiectwie lub zbieractwie, ale na uprawie ziemi i konsumpcji uzyskanych w ten sposób plonów. Wraz z rozpoczęciem uprawy zbóż w otoczeniu ludzi pojawiły się bowiem myszy domowe (Mus musculus), które – żerując na ich zapasach – uzyskały idealne warunki do rozmnażania się i zwiększania swojej liczebności. To właśnie one przyciągnęły w pobliże ludzkich domów, żyjące dotąd dziko, żbiki nubijskie.
Nowa, niezwykle obfita, nisza pokarmowa mogła być jednak efektywnie wykorzystywana wyłącznie przez te osobniki, które wykazywały się najmniejszym strachem przed człowiekiem i największą tolerancją na bliskość innych kotów. Ludzie szybko zorientowali się, że obecność kotów z jednej strony działa na ich korzyść, z drugiej zaś nie stanowi zagrożenia (z racji kocich gabarytów i usposobienia), nie mieli więc żadnego interesu w ich przepędzaniu.
Z czasem najbardziej ufne z kotów zaczęły rozmnażać się w pobliżu ludzkich domostw, co dawało im lepszy dostęp do mysiej bazy pokarmowej i większą nad nią kontrolę. I znów – te kocięta w miocie, które dobrze radziły sobie w nowych warunkach, zostawały w nich i rozmnażały się dalej, a te, dla których bliskość człowieka była nie do przejścia, odchodziły lub były przepędzane i znajdowały swoje terytoria z dala od ludzkich osad. Proces ten, zwany doborem naturalnym, przebiegał więc zupełnie bez udziału człowieka, jednocześnie nieuchronnie zbliżając do siebie oba te gatunki.

Od pogromcy myszy do kanapowca

I choć to właśnie kocią użyteczność wymienia się zazwyczaj jako powód udomowienia, to coraz większe grono naukowców podaje to twierdzenie w wątpliwość. Po pierwsze dlatego, że istnieją zwierzęta bardziej lub porównywalnie skuteczne w kontroli populacji małych gryzoni, np. żenety czy mangusty, które z powodzeniem mogły w tej roli koty zastąpić. Po drugie, ponieważ samo korzystanie z kocich „usług” w spichlerzach i przydomowych magazynach ziarna wcale nie wymagało od ludzi wchodzenia z kotem w relację, jak ma to miejsce chociażby w przypadku psów pasterskich czy myśliwskich. A jednak do nawiązania relacji pomiędzy człowiekiem i kotem doszło. Okazało się bowiem, że poza niewątpliwą użytecznością w roli pogromcy myszy kot dysponuje także dodatkowymi atutami…
W latach 40. ubiegłego wieku słynny etolog Konrad Lorenz sformułował tezę (później wielokrotnie potwierdzoną badaniami) tzw. schematu dzieciątka, dotyczącą cech twarzy i ciała powodujących u człowieka uczucie „rozczulenia”. Należą do nich: duża okrągła głowa, wysokie czoło, duże oczy, płaski nos i wydatne policzki. Cechy te – typowe dla ludzkiego niemowlęcia – nie tylko powodują u człowieka wspomniane „rozczulenie”, ale też zmniejszają poziom agresji i podnoszą motywację do opieki i pomocy. Nietrudno zauważyć, że koty, a zwłaszcza kocięta, mają dokładnie te same cechy anatomiczne.
Co więcej, w dużej mierze hodowla kotów zmierza w kierunku maksymalizacji tych elementów kociego wyglądu, co widać doskonale na przykładzie persów, kotów brytyjskich czy zwisłouchych.
Nie ma powodów, aby sądzić, że uroczy koci wygląd, który tak rozczula nas dzisiaj, nie działał podobnie na ludzi tysiące lat temu, gdy koty zaczynały żyć w pobliżu ludzkich osad. Można więc przypuszczać, że był on jednym z kluczowych elementów powodujących, że ludzie nie tylko tolerowali koty w swoim otoczeniu, ale też stopniowo zaczęli oswajać zabierane do domu najufniejsze kocięta i tworzyć z nimi bliską relację. Opieka, jaką zapewniał człowiek, powodowała w dalszej perspektywie faworyzowanie kotów o niskiej lękliwości i większym „uroku” poprzez wpływanie na ich sukces rozrodczy. To na tym etapie do wspomnianego już doboru naturalnego dołączył dobór sztuczny, czyli świadome wybieranie przez ludzi osobników najbardziej ufnych i wizualnie najbliższych ich preferencjom.
Ile czasu upłynęło zatem od momentu, gdy kot po raz pierwszy pojawił się w pobliżu człowieka, do czasu, gdy na dobre zagościł w ludzkich domach i sercach? 
Pierwsze, pojedyncze dowody na istnienie emocjonalnej więzi pomiędzy kotem i jego opiekunem pochodzą z Cypru, z 9500 roku p.n.e. To właśnie tam w roku 2004 Jean-Denis Vinge z Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu odkrył pierwsze ślady wspólnego, intencjonalnego pochówku kota i człowieka. Niespełna roczny kot pochowany został zaledwie 40 cm od swojego opiekuna wraz z innymi cennymi dobrami, takimi jak narzędzia i biżuteria, co świadczy prawdopodobnie o dużej wartości, jaką dla niego stanowił. Ponieważ Cypr nie był w tym okresie zasiedlany przez dzikie koty, należy założyć, że osobnik ten został oswojony i przywieziony na wyspę statkiem z obszaru północnej Afryki.
Znalezisko to i kilka jemu podobnych (z obszaru Izraela i Pakistanu), choć bardzo ważne, mają jednak charakter incydentalny. Musiało minąć jeszcze wiele tysięcy lat, by koty powszechnie zamieszkały w domach i stały się istotną częścią ludzkiego życia.
Większość badaczy jest zgodna, że za ten przełomowy czas uznać należy egipski złoty wiek, który rozpoczął się ok. 3600 lat temu. To wtedy, po raz pierwszy, spotykamy się w sztuce z kotem przedstawianym jako zwierzę domowe – jedzącym z miski, noszącym obrożę i towarzyszącym człowiekowi (a nawet przesiadującym mu na kolanach). Należy jednak zaznaczyć, że sceny te dotyczą niemal wyłącznie domów arystokratów egipskich, co wskazuje, że także w tym okresie koty – jako zwierzęta typowo towarzyszące – były raczej dobrem luksusowym. Nie oznacza to oczywiście, że przeciętnym Egipcjanom koty na co dzień nie towarzyszyły. O tym, że tak było, wiemy m.in. z licznych rysunków z tego okresu. Pełniły jednak głównie znaną już nam funkcję przydomowych tępicieli szkodników. 
Mówiąc o egipskich losach kota domowego, nie można nie wspomnieć ich znaczenia sakralnego. Boginią łączoną z kotami w sposób szczególny była Bastet, której wyobrażenie stopniowo ewoluowało od kobiety z głową lwa do kobiety o głowie kota, co stanowić może wskaźnik wzrostu popularności i zakorzeniania się wizerunku małych kotów w świadomości Egipcjan. W pewnym momencie cześć, jaką oddawano kotom w starożytnym Egipcie, przybrała formę wręcz fanatyczną – po śmierci kota domownicy mieli przeżywać żałobę, a uśmiercenie kota mogło wiązać się dla sprawcy z koniecznością zmierzenia się z agresją całej lokalnej społeczności.

Kocia ekspansja

Pomimo że Egipcjanie surowo zakazywali wywożenia czczonych przez siebie kotów za granicę kraju, to Egipt właśnie uważa się za miejsce, z którego koty rozprzestrzeniły się na resztę świata. Zabierane na statki handlowe w celu ochrony zapasów i przewożonych towarów przed gryzoniami za nic miały sztuczne granice i jeszcze przed początkiem naszej ery zadomowiły się najpierw w portowych miastach Grecji i Rzymu, by następnie podbić Europę, podążając w ślad za podbojami przywódców rzymskiego imperium. W podobny sposób koty dotarły także na drugą stronę globu – do centralnej i południowo-wschodniej Azji – dając początek grupie ras egzotycznych, takich jak koty burmańskie, syjamskie czy Korat.
W związku z wyraźnymi różnicami w wyglądzie i zachowaniu kotów azjatyckich i europejskich badacze przez długi czas uważali, że koty orientalne wywodzą się od lokalnych gatunków kotów dzikich (zwłaszcza indyjskiego kota pustynnego Felis ornata) lub też są efektem krzyżowania się z nimi europejskich przybyszy. Jak jednak dobitnie wykazały badania genetyczne, źródło różnic pomiędzy tymi grupami ras leży nie w odrębnym pochodzeniu, ale w zjawisku dryfu genetycznego, polegającego na bardzo szybkim utrwalaniu się cech będących wynikiem mutacji genetycznych w małych, izolowanych populacjach. To on odpowiada za powstanie najbardziej typowych cech dzisie...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Animal Expert"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • Zniżki na konferencje i szkolenia
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy