Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

22 marca 2019

NR 10 (Marzec 2019)

Kot domowy, ale czy udomowiony?

0 29

Ostatnia dekada okazała się przełomowa dla kota domowego jako gatunku. Po raz pierwszy w historii kot przegonił bowiem psa w rankingu zwierząt najliczniej towarzyszących człowiekowi i z roku na rok umacnia swoją niekwestionowaną pozycję lidera w tej kategorii. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że – według wszelkich naukowych prawideł – kot miał naprawdę niewielkie szanse, aby przystosować się do życia z ludźmi.

Obecnie liczebność kotów na świecie szacuje się na minimum 600 mln – trudno o bardziej wymierne dowody ewolucyjnego sukcesu gatunku. 
Tymczasem, jak zaznaczono we wstępie, zdaniem naukowców kot miał niewielkie szanse, aby przystosować się do życia z ludźmi. Co więcej, przez niektórych współczesnych badaczy nadal nie jest uważany za gatunek w pełni udomowiony…
Jak zatem doszło do tak szeroko zakrojonej ekspansji kotów domowych do naszego świata? Jaką drogę przebył kot, zanim wskoczył człowiekowi na kolana i zamieszkał z nim pod jednym dachem? I wreszcie – jak owa droga wpłynęła na to, jakim zwierzęciem jest kot dziś?
Historia kociego udomowienia zdecydowanie nie jest jedną z tych nudnych ewolucyjnych opowieści o powstaniu gatunku, z którymi można spotkać się w podręcznikach biologii. Wręcz przeciwnie – jest co najmniej tak fascynująca, przewrotna i zagadkowa, jak sam kot. Jej poznanie stanowi niezbędny fundament dla lepszego zrozumienia zachowań, potrzeb i problemów współczesnych kotów domowych.

Skąd wziął się kot?

Dzisiejszy kot domowy (Felis silvestris catus) jest owocem ok. 12 tysięcy lat ewolucji, o czym wiemy dzięki badaniom genetycznym opublikowanym w 2007 r. przez badaczy z Oxfordu (Driscoll i in.).
Badania te nie tylko wskazały czas i miejsce, w których ścieżki, wtedy jeszcze dzikiego kota, skrzyżowały się ze ścieżkami człowieka, ale też ukróciły wszelkie spekulacje na temat możliwych gatunków, od których kot domowy miał się wywodzić. Z pięciu branych do tej pory pod uwagę – kota bagiennego, kota pustynnego, taraja, manula i żbika – zaszczytne miano protoplasty kota domowego przypadło żbikowi (Felis silvestris), a dokładnie jednemu z jego podgatunków – żbikowi nubijskiemu (Felis silvestris lybica), zamieszkującemu północną Afrykę i Bliski Wschód.
To właśnie na Bliskim Wschodzie, a konkretnie w obszarze tzw. Żyznego Półksiężyca (rozciągającego się od dzisiejszego Egiptu po Irak), rozpoczął się powolny i być może trwający do dziś proces udomowienia kota. Dlaczego akurat tam i akurat wtedy?
Kluczowymi czynnikami, które determinują gatunek jako predysponowany do udomowienia, są: łatwość dostosowywania się do nowych warunków, zróżnicowana dieta, społeczny tryb życia, hierarchiczna struktura grupy, duża tolerancja na wysokie zagęszczenie oraz łatwość oswajania się. Poza tym, oczywiście, dochodzi kwestia przydatności danego gatunku dla człowieka – czy to w roli pożywienia, jak w przypadku krów, świń lub drobiu, czy też realizowania innych ważnych zadań, jak w przypadku koni i psów.
Trudno nie zauważyć, że terytorialny, samotniczy, bezwzględnie mięsożerny i generalnie stroniący od ludzi żbik nijak nie pasuje do tego opisu…
To dlatego udomowienie kota jest tak wyjątkowe – przebiegło bowiem według zupełnie innego schematu niż u pozostałych gatunków. Niektórzy badacze posuwają się wręcz do stwierdzenia, że to nie człowiek udomowił kota dla swoich korzyści, tylko kot udomowił się sam, korzystając ze sprzyjających warunków, jakie stworzył mu do życia człowiek. I jak zobaczymy, trzeba im przyznać trochę racji…

Jak to się zaczęło?

Proces udomowiania kota rozpoczął się w momencie powstania pierwszych osad ludzkich opartych, nie jak wcześniej, na łowiectwie lub zbieractwie, ale na uprawie ziemi i konsumpcji uzyskanych w ten sposób plonów. Wraz z rozpoczęciem uprawy zbóż w otoczeniu ludzi pojawiły się bowiem myszy domowe (Mus musculus), które – żerując na ich zapasach – uzyskały idealne warunki do rozmnażania się i zwiększania swojej liczebności. To właśnie one przyciągnęły w pobliże ludzkich domów, żyjące dotąd dziko, żbiki nubijskie.
Nowa, niezwykle obfita, nisza pokarmowa mogła być jednak efektywnie wykorzystywana wyłącznie przez te osobniki, które wykazywały się najmniejszym strachem przed człowiekiem i największą tolerancją na bliskość innych kotów. Ludzie szybko zorientowali się, że obecność kotów z jednej strony działa na ich korzyść, z drugiej zaś nie stanowi zagrożenia (z racji kocich gabarytów i usposobienia), nie mieli więc żadnego interesu w ich przepędzaniu.
Z czasem najbardziej ufne z kotów zaczęły rozmnażać się w pobliżu ludzkich domostw, co dawało im lepszy dostęp do mysiej bazy pokarmowej i większą nad nią kontrolę. I znów – te kocięta w miocie, które dobrze radziły sobie w nowych warunkach, zostawały w nich i rozmnażały się dalej, a te, dla których bliskość człowieka była nie do przejścia, odchodziły lub były przepędzane i znajdowały swoje terytoria z dala od ludzkich osad. Proces ten, zwany doborem naturalnym, przebiegał więc zupełnie bez udziału człowieka, jednocześnie nieuchronnie zbliżając do siebie oba te gatunki.

Od pogromcy myszy do kanapowca

I choć to właśnie kocią użyteczność wymienia się zazwyczaj jako powód udomowienia, to coraz większe grono naukowców podaje to twierdzenie w wątpliwość. Po pierwsze dlatego, że istnieją zwierzęta bardziej lub porównywalnie skuteczne w kontroli populacji małych gryzoni, np. żenety czy mangusty, które z powodzeniem mogły w tej roli koty zastąpić. Po drugie, ponieważ samo korzystanie z kocich „usług” w spichlerzach i przydomowych magazynach ziarna wcale nie wymagało od ludzi wchodzenia z kotem w relację, jak ma to miejsce chociażby w przypadku psów pasterskich czy myśliwskich. A jednak do nawiązania relacji pomiędzy człowiekiem i kotem doszło. Okazało się bowiem, że poza niewątpliwą użytecznością w roli pogromcy myszy kot dysponuje także dodatkowymi atutami…
W latach 40. ubiegłego wieku słynny etolog Konrad Lorenz sformułował tezę (później wielokrotnie potwierdzoną badaniami) tzw. schematu dzieciątka, dotyczącą cech twarzy i ciała powodujących u człowieka uczucie „rozczulenia”. Należą do nich: duża okrągła głowa, wysokie czoło, duże oczy, płaski nos i wydatne policzki. Cechy te – typowe dla ludzkiego niemowlęcia – nie tylko powodują u człowieka wspomniane „rozczulenie”, ale też zmniejszają poziom agresji i podnoszą motywację do opieki i pomocy. Nietrudno zauważyć, że koty, a zwłaszcza kocięta, mają dokładnie te same cechy anatomiczne.
Co więcej, w dużej mierze hodowla kotów zmierza w kierunku maksymalizacji tych elementów kociego wyglądu, co widać doskonale na przykładzie persów, kotów brytyjskich czy zwisłouchych.
Nie ma powodów, aby sądzić, że uroczy koci wygląd, który tak rozczula nas dzisiaj, nie działał podobnie na ludzi tysiące lat temu, gdy koty zaczynały żyć w pobliżu ludzkich osad. Można więc przypuszczać, że był on jednym z kluczowych elementów powodujących, że ludzie nie tylko tolero...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Animal Expert"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • Zniżki na konferencje i szkolenia
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy