Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

16 września 2022

NR 31 (Wrzesień 2022)

Rasowy kot po przejściach

0 20

Choć nigdy nie byłam fanką idei prowadzenia kocich hodowli, to jednak pod moim dachem mieszkają obecnie dwa koty rasowe: sfinks i selkirk rex. Oba trafiły do mnie interwencyjnie, po tym jak w poprzednich domach zostać nie mogły. Każdy z nich ma inną historię i własny bagaż. To koty po przejściach – mimo że rasowe.

Pierwszy pod moją opieką znalazł się Gacek – rodowodowy sfinks kanadyjski, który mieszka ze mną i moimi dachowcami od maja 2021 roku. Dlaczego tak się stało? Ponieważ jego poprzednia opiekunka zmarła w tragicznych okolicznościach, a zwierzaki (poza Gackiem w domu był też drugi kociak, roczny dachowiec) przez 48 godzin czekały na pomoc. Ta przyszła z rąk strażaków, którzy weszli do mieszkania przez okno i doprowadzili do zabezpieczenia jednego z kotów. Drugi uciekł w trakcie strażackiej interwencji. Na szczęście, niedługo potem udało się go złapać i oba zwierzaki trafiły pod tymczasową opiekę właścicielki lokalnego kociego hotelu. Ona z kolei przekazała Gacka mnie, wiedząc, że opieka nad sfinksem była moim marzeniem od zawsze. I faktycznie, z dnia na dzień zostało ono spełnione – ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. 

Drugi w domu znalazł się Imbir – selkirk rex, który także przyszedł z dokumentami poświadczającymi jego pochodzenie (rodowód TICA). Tutaj plan był nieco inny: o ile w kwestii Gacka od początku wiedziałam, że on ze mną zostanie, o tyle Imbir pierwotnie miał zostać skierowany docelowo do dalszej adopcji. Ale, jak to w życiu bywa, koty zdecydowały inaczej. Dwaj koci panowie, pomimo dość odmiennych ras, idealnie zgrali się charakterologicznie, stając się dla siebie wymarzonym towarzystwem. Duży udział w tym fakcie miało podobieństwo wieku (Gacek ma obecnie 4 lata, Imbir niecałe 2), które spowodowało, że te dwa wulkany energii zaczęły się wzajemnie rozładowywać. A to z kolei odciążyło moje dwa starsze zwierzaki (14-letnią Bunię i 16-letniego Stefana). Tak więc scenariusz napisał się sam, mnie pozostało stanąć na wysokości zadania jako nowemu opiekunowi. A muszę przyznać, że poprzeczka od wejścia była postawiona dość wysoko. 

POLECAMY

Pakiet dolegliwości

Mój wymarzony sfinks trafił do mnie z kompletnie rozregulowanym przewodem pokarmowym i niedowagą, a to, co pozostawiał na początku w kuwecie, naruszało wszelkie przepisy o niestosowaniu broni chemicznej masowego rażenia. Do tego był koszmarnym uparciuchem, który kompletnie nie był zainteresowany próbowaniem rozmaitych dobrych jakościowo karm, które mu proponowałam. I choć może nie powinnam się do tego przyznawać, ale naprawdę musiałam pewnego razu sięgnąć po odrobinę „ludzkiego” pasztetu drobiowego, by jakkolwiek przekonać go do zjedzenia posiłku. 

 

 

Z drugiej strony od pierwszego dnia Gacek uporczywie kradł moje jedzenie. Pieczywo, warzywa, słodycze – dosłownie wszystko. Był w stanie wyjadać zupę z garnka. Dlaczego tak się działo? Ponieważ w poprzednim domu, niestety, nie zawsze zapewniano kotom dostatek właściwego dla nich jedzenia, zwierzęta musiały więc radzić sobie samodzielnie, podjadając to, co ludzkie… Miałam zatem do pokonania nie tylko problemy zdrowotne, ale też niewłaściwe nawyki behawioralne, związane ze zdobywaniem pokarmu i instynktem przetrwania.

Oczywiście, zaczęłam od szeroko zakrojonej diagnostyki, która wykazała koszmarny, przewlekły stan zapalny jelit (m.in. badanie USG pokazało10-krotne pogrubienie warstwy mięśniówki jelita cienkiego!). Od razu zostało wdrożone odpowiednie leczenie, które na szczęście, wraz ze zmianą diety na BARF i właściwą suplementacją, szybko przyniosło znaczącą poprawę. Gacek odzyskał dobre samopoczucie i osiągnął prawidłową dla siebie wagę 4,5 kg. Wydawało się, że wyjdziemy na prostą stosunkowo tanim kosztem. Ale niestety…

Od tych wydarzeń minął ponad rok, a ja nadal nie mogę powiedzieć, że mam w domu zdrowe zwierzę. Sterydoterapia podtrzymująca trwa nadal, choć dawka leku jest bardzo niska. Do tego zmagamy się z okresowym wzrostem pH moczu, co, niestety, jest bardzo częste u kastrowanych kocurów, nawet przy mokrej i zdrowej diecie. Dodatkowo w tym momencie Gacek nie może jeść kompletnie nic poza BARF-em, ponieważ natychmiast pojawiają się wymioty – jego organizm nie toleruje żadnych karm komercyjnych. Tak długo, jak zapewniam mu spełnienie jego indywidualnych potrzeb, jest dobrze. Jeśli tylko przerwałabym tę formę opieki, jego stan zdrowia rozsypałby się jak domek z kart. 

Czy te dolegliwości mnie zdziwiły? Niestety, nie. Sfinksy to rasa z bardzo delikatnym przewodem pokarmowym i zaburzenia trawienne to u nich może nie „standard”, ale coś, z czym każdy opiekun „łysola” musi się liczyć. Jeśli jego kot jest w pełni zdrowy – oznacza to, że ma ogromne szczęście. My go nie mamy, wiemy jednak, jak sobie radzić. Ale czy każdy przeciętny Kowalski ma taką wiedzę i tyle uporu, by się nie poddać? Obawiam się, że nie. 

 

Czy wiesz że...

Sam fakt tego, iż zwierzę jest świadomie wyhodowane, a więc w teorii istnieje pełna kontrola nad jego pochodzeniem, zdrowiem i odchowaniem, wcale nie gwarantuje nam, że ostatecznie będziemy mieć w rękach zdrowego kota.

 

Imbirowa gehenna zdrowotna

 

I w zasadzie o tym jest historia Imbira – o rodzinie, której po blisko półtora roku walki zabrakło sił, w wyniku czego zapadła decyzja o przekazaniu swojego pupila w inne ręce – z powodów zdrowotnych. W sumie trudno się dziwić: ludzie z dziećmi i jeszcze jedną, starszą od Imbira kotką czuli się zwyczajnie zmęczeni i przytłoczeni ciągnącymi się procedurami medycznymi, które nie dawały spodziewanych efektów. A na dodatek z czasem okazało się, że kocur zmaga się z dodatkowymi problemami. A było to tak…

Jako u zaledwie kilkunastotygodniowego kociaka, krótko po zakupie i wstępnej aklimatyzacji, u kocurka zdiagnozowano problemy z grzybicą skórną. Podjęto w związku z tym standardowe leczenie, które… nie przyniosło efektów. Zaczęto więc kolejną terapię, która z jakichś przyczyn nie została dokończona. Kocur rósł i chorował dalej, zaraził też kocią towarzyszkę (u niej, na szczęście, leczenie dało pozytywny skutek). Z powodu liczby zabiegów okołomedycznych (golenie, kąpiele lecznicze, aplikowane leki) Imbir zaczął bać się dotyku i bliskości – bo ciągle ktoś czegoś od niego chciał. Do tego, podobnie jak Gacek, zaczął podkradać jedzenie z ludzkich talerzy (prawdopodobnie z powodu niskiej jakości karmy, którą dostawał). Jednym słowem – z kotem było coraz gorzej, a nikt nie miał pomysłu, jak mu pomóc. W końcu opiekunom zalecono konsultację dermatologiczną w Warszawie, co, niestety, przerosło ich logistycznie. Zaczęli więc rozglądać się za nowym domem dla niego.

W tym momencie, w marcu 2022 roku, przejęłam go ja. Wiedząc, że mam do czynienia z kotem chorującym na dermatofitozę, przygotowałam mu osobny pokój w domu i rozpoczęłam diagnostykę. Okazało się, że Imbir, poza kocim trądzikiem, z którym dość szybko udało nam się wygrać, zmagał się od wielu miesięcy z wyjątkowo opornym grzybem z rodzaju Microsporum canis. Zaordynowano więc terapię skorelowaną (leki ogólne + miejscowe), nastawioną na pozbycie się tej uciążliwej choroby. O skali problemu niech zaświadczy fakt, że grzybicą zaraziła się groomerka, która przy jednorazowym kontakcie pomagała mi zgolić imbirowe futro. W tym miejscu dodam tylko, że to jedyna sytuacja, w której dopuszczam bez dyskusji golenie kotów – gdy trzeba odsłonić chorą skórę, by móc nakładać na nią miejscowo leki. 

Walka trwała 8 tygodni i muszę przyznać, że kocur zniósł ją niezwykle dzielnie. Po zakończeniu kuracji wykonane zostały testy PCR, które potwierdziły brak grzybicy w organizmie, co było wspaniałą wiadomością. Gorzej wyszły natomiast wyniki badań krwi: przekroczone parametry nerkowe i tarczycowe u kota w wieku 18 miesięcy to nigdy nie jest dobra prognoza. Imbir od razu trafił więc na odpowiednią dietę i otrzymał suplementy wspomagające. Na szczęście, USG nerek nie wykazało zmian strukturalnych w narządach, a echo serca kot przeszedł wzorcowo, więc możemy na razie nie obawiać się ani wielotorbielowatości nerek, ani zmian z zakresu kardiomiopatii (obie te choroby muszą być brane pod uwagę ze względu na wlewki krwi kotów perskich i brytyjskich do rasy, której przedstawicielem jest Imbir). Dodatkowo Imbir ma też tendencje do rozwijania się stanów zapalnych w jamie ustnej, więc regularnie myjemy zęby, choć to akurat nasz najmniejszy problem. Obecnie pięknie odrasta mu sierść, a on sam także rośnie – nie ma co się dziwić, pierwszy raz od dawna nie walczy z przewlekłym schorzeniem, może więc przeznaczyć energię na rozbudowę ciała. Nadal jednak pozostaje pod ścisłą kontrolą lekarską, by dokładnie monitorować pracę jego nerek i tarczycy – i choć na razie jest lepiej, to zobaczymy, co czas przyniesie.

Kot rasowy to nie produkt ze sklepu

Dlaczego o tym wszystkim napisałam? By pokazać, że sam fakt tego, iż zwierzę jest świadomie wyhodowane, a więc w teorii istnieje pełna kontrola nad jego pochodzeniem, zdrowiem i odchowaniem, wcale nie gwarantuje nam, że ostatecznie będziemy mieć w rękach zdrowego kota. Rozród to zawsze pewna loteria, w wyniku której powstają osobniki zdrowsze i mniej zdrowe, silniejsze i słabsze, chorowite i odporne, ale też odważniejsze i bardziej wycofane oraz bardziej i mniej społeczne – i nigdy nie da się tego do końca przewidzieć!

Ponadto część kocich ras jest bardziej narażona na występowanie pewnych chorób, które nie zawsze mają podłoże genetyczne oraz nie zawsze można je ze 100-procentową pewnością wykluczyć. I choć dobry, odpowiedzialny hodowca, który kocha swoje zwierzęta, zazwyczaj bardzo dba o kwestie zdrowotne (w tym np. o takie kojarzenie zwierząt w ramach rozrodu, by choroby genetyczne nie dziedziczyły się w kolejnych pokoleniach), to jednak problemy się zdarzają. I nie ma co się czarować, że „skoro zapłaciłem, to wymagam”. Kot to żywy organizm, każdy może zachorować, a my, jako jego opiekunowie, musimy ponosić to ryzyko, zaś w razie wystąpienia problemów zadziałać. 

Specyfika adopcji pohodowlanych

Wśród miłośników kotów danej rasy dość popularne w ostatnim czasie stały się tzw. adopcje kotów pohodowlanych. Ten termin budzi sporo kontrowersji, bo co to konkretnie znaczy? Chodzi tutaj o zwierzaka, który był wykorzystywany w rozrodzie w danej hodowli, jednak z jakichś przyczyn (zdrowotnych, społecznych, ekonomicznych, z racji zmiany planu hodowlanego lub też osobistych decyzji hodowcy) został z niego wyłączony. Takie zwierzęta poddawane są zabiegom kastracji i, po pełnym wygojeniu, często szukają nowych domów. 

W tym momencie bardzo często czytelnicy ogłoszeń o takich pohodowlanych adopcjach wybuchają świętym oburzeniem, krzycząc: „jak można oddawać komuś zwierzaka, który przez lata z nami mieszkał?! Toż to wyzysk i brak serca!”, a hodowca z miejsca zostaje odsądzony od czci i wiary. Tymczasem hodowla kotów to nie lukrowane mufinki, tylko ciężka praca, w której temperamenty poszczególnych zwierząt, a także czynnik hormonalny, instynkty terytorialne czy też instynkt obrony miotu odgrywają olbrzymią rolę. Kto nigdy nie był w hodowli, ten nie wie, jak silne przyjaźnie, ale też konflikty potrafią tworzyć się między poszczególnymi zwierzakami – szczególnie tam, gdzie mamy do czynienia z rywalizacją o zasoby, w tym o partnerów i partnerki seksualne! Żadna domowa opieka nad grupką wykastrowanych kotów nie odda tej specyfiki. Dlatego też osoby, które nigdy w kwestie hodowlane się nie zagłębiały, nie powinny mieć prawa w żaden sposób oceniać takich decyzji, podejmowanych przez hodowcę. A to dlatego, że gwarantuję, iż często są to sytuacje, które łamią ludzkie serce, ale są podejmowane DLA DOBRA KOTA – bo to on czy ona stoją tu na pierwszym miejscu. I, co ważniejsze, są to zazwyczaj decyzje słuszne. 

Koty i ich nawyki

Koty, które zakończyły swoją karierę w hodowli, to zazwyczaj zwierzęta dorosłe z w pełni ukształtowaną psychiką. Zdarza się oczywiście, że do adopcji trafiają też osobniki młodsze, które np. miały zostać ujęte w planie hodowlanym, ale ostatecznie do tego nie doszło. Są to jednak przypadki dość rzadkie. A zatem zwykle mamy do czynienia z kotami, które mają już na swoim koncie sporo doświadczeń i, niestety, nie zawsze adoptujący zdaje sobie sprawę z tego, z czym w związku z tym będzie się mierzyć. 

I tak na przykład może się okazać, że kocury pohodowlane mogą w swoim otoczeniu nie tolerować żadnych innych kocurów (nawet wykastrowanych), a kotki – kotek. Wynika to często ze sporów, jakie toczyły się w hodowli, przez co zwierzaki uwrażliwiły się nie tyle na konkretnego osobnika, co na całą reprezentowaną przez niego płeć. Bywa też, że dany osobnik nie toleruje kotów w konkretnym umaszczeniu, bo ze zwierzakiem w takim kolorze był skonfliktowany. Trafiają się kotki, które serdecznie nie znoszą kociaków, bo same odchowały tyle miotów, że w dalszym życiu nie chcą mieć nic wspólnego z kolejnymi kocimi dziećmi. Dlatego tak wie...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Animal Expert"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • Zniżki na konferencje i szkolenia
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy