Dołącz do czytelników
Brak wyników

Dieta i suplementacja , Otwarty dostęp

15 września 2020

NR 19 (Wrzesień 2020)

Kociak czy kot dorosły?
Jak wybrać towarzysza dla siebie

3

Kiedy zaczynamy myśleć o wzięciu pod dach kociego towarzysza, musimy odpowiedzieć sobie najpierw na wiele pytań. Jednym z nich jest to o wiek zwierzaka, którym chcemy się zająć. Czy lepiej brać kociaka, czy kota dorosłego? Ten tekst zbiera w jednym miejscu istotne zagadnienia, które warto wziąć wtedy pod uwagę.

Chcę jak najmłodszego kociaka!

Wiele osób uważa, że wzięcie pod dach malucha spowoduje, że będą mieli większy wpływ na jego wychowanie, ukształtowanie psychiczne i charakter. Inni z kolei twierdzą, że jeśli kot nie jest mały, to się do nich nie przyzwyczai i nie pokocha ich miłością wielką jak Pałac Kultury. I w jednym, i w drugim przypadku takie założenia są zupełnie nieuzasadnione. Dlaczego?

POLECAMY

Za proces wychowania kociaka i kształtowania się jego zachowań odpowiadają dwa procesy, które powinny być zapewnione malcowi równolegle:

  • kontakt z matką i rodzeństwem,
  • kontakt z człowiekiem. 

Dzieje się tak, ponieważ proces socjalizacyjny malucha powinien przebiegać dwutorowo: z jednej strony za ukształtowanie się kocich reakcji i zachowań odpowiada matka, która dosłownie uczy swoje dzieci „jak być kotem”, z drugiej zaś przebywanie w towarzystwie ludzi pomaga pozbyć się atawistycznego lęku, który podpowiada, że przecież człowiek to zagrożenie. Dlatego właśnie tak szkodliwe jest odbieranie kociąt matce przed ukończeniem przez nie 12. tygodnia życia. Wtedy bowiem zamyka się okno socjalizacji pierwotnej, a więc tej, która daje bazę na całe późniejsze kocie życie.

W tym okresie następują też dwa bardzo ważne elementy związane z kształtowaniem się kocich reakcji i zachowań: Wytworzenie się inhibicji gryzienia – w tym zlepku trudnych słów chodzi po prostu o świadomość siły używania własnych zębów. Kocięta uczą się tego poprzez interakcję z matką, rodzeństwem oraz innymi dorosłymi osobnikami swojego gatunku. Kiedy maluch, podczas zabawy, straci wyczucie i zbyt intensywnie zacznie gryźć swojego zabawowego partnera, wówczas bardzo szybko zostanie skorygowany – albo też zostanie ugryziony, albo w jakiś inny sposób będzie mu zasygnalizowane, że przesadził (np. zwierzę natychmiast przerwie zabawę i ucieknie).

Dzięki temu procesowi koty potrafią hamować się podczas zabawy, ale gryźć mocno i skutecznie w razie walki lub na polowaniu. Jeśli kociak nie zakończy prawidłowo tego procesu, niestety, w przyszłości może się to wiązać z pojawieniem się reakcji, które przez ludzi będą klasyfikowane jako agresja. Tymczasem będzie to brak wyczucia. Wypracowanie mechanizmów radzenia sobie ze stresem i frustracją – to z kolei element, który towarzyszy odstawieniu dietetycznemu, czyli procesowi przejścia z pokarmu płynnego (mleko matki) na stały (mięso upolowanych przez kotkę ofiar). W trakcie przestawienia kocica zaczyna ograniczać kociętom dostęp do sutków, by w ten sposób nakłonić je do rozpoczęcia przyjmowania pokarmu stałego. Ta sytuacja najpierw budzi w maluchach stres (coś w ich świecie się zmienia), a następnie frustrację (nie dostają tego, czego chcą). Jednak mądra opieka matki i jej wyczucie powodują, że kocięta wypracowują w sobie umiejętność radzenia sobie z tą trudną dla nich zmianą. A to jest z kolei wstęp do rozwiązywania rozmaitych problemów w ich późniejszym kocim życiu.

Czy teraz jasne jest to, dlaczego maluch musi pozostać z matką minimum trzy miesiące? Mam nadzieję, że tak. Ale jeszcze pozostaje kwestia kontaktów z człowiekiem. Dobrze zaczynać je tak wcześnie, jak tylko matka na to pozwoli (do pewnego stopnia jest to nieuniknione, o ile kocięta od początku znajdują się pod ludzką opieką – maluchy powinny być bowiem regularnie sprawdzane pod kątem stanu zdrowia, należy też mierzyć ich przyrosty masy ciała, by wiedzieć, czy prawidłowo się rozwijają). Jeśli natomiast nie mamy możliwości rozpoczęcia opieki nad kocim miotem od początku, to warto położyć nacisk na socjalizację z człowiekiem tak szybko, jak tylko jest to możliwe. Kiedy bowiem maluch ma 6, 7 bądź 8 tygodni – liczy się dosłownie każdy dzień, który zwiększa szanse na to, że w przyszłości będzie to przyjacielski, odważny i towarzyski kot. Nie oznacza to jednak, że można zabrać kociaka od matki.

Właśnie dlatego pomysł przyjmowania pod swój dach kociaka, który wydaje się samodzielny, bo sam je i korzysta z kuwety, jest bardzo kiepski. Takie kocię jest bowiem samodzielne funkcjonalnie, ale nie emocjonalnie.

Tymczasem właśnie deficyty emocjonalne są w późniejszym okresie najtrudniejsze do nadrobienia. Najlepiej zatem postępować zgodnie z zasadą brzmiącą: „Kocham = czekam 12 tygodni”.

Mały kot – małe tornado

Kocięta bez wątpienia są urocze, wzbudzają w nas ogromne pokłady emocji i powodują, że serce na ich widok się rozpływa. Gdy śpią. Albo gdy spoglądają nam głęboko w oczy i przytulają się, mrucząc rozkosznie. Jednak prawda jest taka, że poza tymi dwoma momentami to małe, wcielone demony i należy mieć tego świadomość. Nie piszę tego absolutnie w znaczeniu negatywnym – kocięta naprawdę są cudowne. Ale to niesamowicie żywotna, niszczycielska siła, która przez kilka miesięcy przetacza się przez nas i nasz dom bez grama litości.

Dzieje się tak, ponieważ koty w okresie dorastania są bardzo intensywnie nastawione na dwie czynności: eksplorację oraz rozwijanie umiejętności łowieckich. I choć w naturze już 3–4-miesięczny kociak powinien być samodzielnym, skutecznym łowcą, nie oznacza to, że w tym wieku kończy się jego nauka. Intensywne ćwiczenie zachowań, takich jak pogoń i chwytanie ofiary towarzyszy kotom (niezależnie od płci i pochodzenia) średnio przez cały pierwszy rok ich życia. Dlatego taki kociak poluje na WSZYSTKO, na co tylko może: muchy, pająki, zabawki, piórka, długopisy, kawałki żwirku na podłodze, gumki do włosów, zapalniczki i inne drobne przedmioty, 
a z braku takich możliwości – na ludzkie stopy i dłonie. Najchętniej w nocy, gdy wychyną na moment spod kołdry, lub wtedy, gdy akurat spieszymy się przed wyjściem do pracy i szybkim krokiem przechodzimy przez mieszkanie, szukając telefonu.

Nie ma w tym nic dziwnego – kocie oko jest tak zaprojektowane, by reagować na ruch, a mózg podpowiada: „Skoro coś się rusza – zapoluj na to!”. I kot realizuje swoją gatunkową potrzebę, wynikającą z instynktu łowieckiego.

Nie jest to ani agresja, ani złośliwość – to po prostu kocia natura.

Aby sobie z tym poradzić, trzeba bardzo regularnie i intensywnie kanalizować potrzeby łowieckie poprzez dobrze przemyślaną i zaplanowaną zabawę (taką, która pozwala na domknięcie cyklu łowieckiego poprzez „nagrodę” w postaci jedzenia). W przeciwnym razie kot zacznie realizować swoje potrzeby tak, jak będzie mógł – a więc najprawdopodobniej na nas (lub na innych zwierzętach, jeśli są w tym samym domu co koci maluch).

Ale to nie wszystko – pozostaje jeszcze bowiem kwestia eksploracji. Okres „kociństwa” to okres poznawania i odkrywania świata – i to w bardzo intensywny sposób. Mówiąc wprost: jeśli kociak w Twoim domu jeszcze nie wisiał na karniszu, nie bujał się na lampie i nie zrzucił Ci rzeczy z najwyższej półki w szafie, to po prostu oznacza jedynie tyle, że jeszcze tam nie dotarł, a wykonanie tych czynności to jedynie kwestia czasu. Kocięta takie są i nic z tym nie zrobimy: skaczą, biegają jak szalone, wstają o 4:00 i domagają się zabawy, wchodzą opiekunom na głowę, często potrzebują NATYCHMIASTOWEJ uwagi i mnóstwa zaangażowania ze strony człowieka. To dzieci jak każde inne – żywiołowe i z ogromnymi potrzebami interakcji. Jeśli więc masz wymagającą pracę, sporo czasu w ciągu dnia spędzasz poza domem, masz bogate życie towarzyskie lub dużo dodatkowych zajęć i Twoje mieszkanie jest raczej wygodną sypialnią niż miejscem, w którym spędzasz regularnie czas – nie bierz sobie kociaka. Bo unieszczęśliwisz i siebie, i jego, nie mogąc poświęcać mu wystarczającej ilości czasu.

Pozostaje jeszcze kwestia tzw. wpadek, które kociętom, niestety, się zdarzają. Najczęściej chodzi tu o kwestie korzystania z kuwety, bowiem maluchy – zwłaszcza jeśli trafią do dużego mieszkania lub domu o rozbudowanym układzie pomieszczeń – czasami dosłownie zapominają, do czego służy kuweta, przenosząc swoje zainteresowania na inne miękkie i chłonne powierzchnie. Najczęściej takie zachowanie u młodych kotów nie ma podłoża zdrowotnego (choć zawsze warto je wykluczyć), lecz jest powiązane z organizacją przestrzeni: jeśli malec uzna, że do kuwety jest zbyt daleko, lub jest ona nie po drodze bądź też z jakichś innych przyczyn mu nie odpowiada, poszuka sobie miejsca zastępczego, w którym zacznie załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne związane z wydalaniem.

Sukces w pracy z tym problemem jest w dużej mierze uzależniony od tego, jak szybko zaczniemy działać – bowiem każde zachowanie regularnie powtarzane ulega utrwaleniu. Na pewno jednak nie wolno zbagatelizować tego problemu, licząc, że sam się rozwiąże. Pozostawienie malucha z takimi zachowaniami może bowiem doprowadzić do wytworzenia się tzw. urynacji nawykowej, powiązanej z preferencją miękkiego podłoża, co jest szalenie trudne do przepracowania w późniejszym okresie w ramach terapii behawioralnej.

To oczywiście tylko kilka wybranych zagadnień, które łączą się z posiadaniem w domu kociego dziecka. Do tej grupy warto też zaliczyć takie elementy, jak: konieczność dopełnienia wszelkich procedur zdrowotnych (szczepienia, odrobaczania, testy w kierunku chorób wirusowych itp.), trudny okres wymiany zębów, w końcu też kastracja i ewentualne towarzyszące jej zachwiania zachowań. Widać więc wyraźnie, że choć kocie malce są cudowne i urocze, to opieka nad nimi potrafi być ogromnie wymagająca. Jak zatem ma się sprawa z kotem dorosłym? Sprawdźmy!

Kot dorosły = stateczny i zrównoważony?

Na to pytanie chciałoby się odpowiedzieć „dokładnie tak!”, ale, niestety, to nie do końca prawda. To, w jaki sposób zachowuje się i reaguje dorosłe zwierzę, to wypadkowa wielu elementów składowych, takich jak: charakter, predyspozycje osobnicze, suma dotychczasowych doświadczeń oraz przyjęte przez zwierzę strategie nastawione na realizację indywidualnych potrzeb. Do tego możemy też dodać ewentualne cechy właściwe dla danej rasy (o ile mamy do czynienia z kotem rasowym), jednak suma tych elementów dla każdego zwierzaka jest nieco inna. Na pewno natomiast możemy powiedzieć, że kot dorosły (a więc taki, który ma ukończone minimum 2 lata, bowiem w tym wieku większość przedstawicieli tego gatunku osiąga stan dojrzałości psychicznej) jest nieco bardziej przewidywalny niż kociak i łatwiej można stwierdzić, czego się po nim spodziewać.

Poszukując kota dorosłego, możemy przyjąć rozmaite klucze, według których będziemy dokonywać wyborów. Możemy zatem szukać kota, który jest towarzyski i lubi inne zwierzęta, albo takiego, który z natury jest jedynakiem; kota lubiącego dzieci lub kota, który za nimi nie przepada i potrzebuje domu, gdzie przebywają tylko osoby dorosłe; kota, który potrzebuje dużo wrażeń i eksploracji albo też takiego, który za szczyt życiowego luksusu uważa możliwość spokojnego leżenia na kanapie. Jeśli kierujemy się w tym celu do schroniska, domu tymczasowego, fundacji czy hodowli (w wielu hodowlach istnieje możliwość zakupu dorosłego kota, który po zakończeniu swojej „kariery hodowlanej” jest kastrowany i przekazywany do tzw. płatnej adopcji), mamy możliwość wypytania o charakter i preferencje konkretnego zwierzaka.

Oczywiście bywa też tak, że opis z ogłoszenia po czasie zaczyna rozmijać się z rzeczywistością i kot, który miał być kanapowcem bez chęci do zabawy, domaga się sesji z wędką, a kot, który wcześniej uwielbiał podróżować autem, teraz ucieka, gdzie pieprz rośnie, na sam widok transportera. I nie jest to „adopcyjny bubel”, lecz kocie prawo do zmiany swoich preferencji i zachowań. Każdy ma prawo do tego, by przestać coś lubić lub wręcz przeciwnie – zainteresować się czymś, co do tej pory było nieatrakcyjne. Kot to nie towar na zamówienie, nie składa się reklamacji, gdy zwierzak okazuje się „niezgodny z opisem na opakowaniu”. Życie z kotem to sztuka kompromisu. Tyle że w przypadku kota dorosłego da się nieco bardziej przewidzieć, na czym ten kompromis konkretnie będzie polegał.

Czy kot, dzięki temu, że jest dorosły, staje się bardziej „samowystarczalny” i „bezobsługowy”? Jedynie w pewnym wąskim zakresie. Tak, może mieć dłuższe przerwy między wydawanymi porcjami jedzenia, gdy opiekuna nie ma w domu (choć zawsze można wspomóc się w tej kwestii miską elektryczną, programowaną na konkretne godziny posiłków). Tak, można go awaryjnie zostawić samego na 24 godziny i raczej nic złego w związku z tym się nie wydarzy. Ale to nie oznacza, że można go traktować jak element wystroju wnętrza – nie poświęcać mu uwagi, ignorować potrzeby, zbywać go z powodu braku czasu. Każde zwierzę TOWARZYSZĄCE, jak sama nazwa wskazuje, m...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy