W pracy z kotami (i nie tylko) łatwo wpaść w pułapkę, że naszym głównym „pacjentem” jest zwierzę. Przecież to kot załatwia się poza kuwetą, nie je, atakuje drugiego kota albo budzi domowników o czwartej rano. Prowadzimy dokumentację zawierającą jego historię, objawy, zalecenia i plan terapii. Tymczasem powodzenie wdrożonego leczenia zależy
w głównej mierze od opiekuna zwierzęcia.
Autor: Paulina Kujawa
Na konsultacjach behawiorystycznych temat żywienia jest jedną z głównych składowych wywiadu i planu terapii behawioralnej. Nawet jeżeli dieta jest idealnie ułożona pod potrzeby kota, to sposób karmienia, miejsce podawania posiłków, rutyna i emocje bardzo silnie się ze sobą łączą. Dlatego o karmieniu należy myśleć jako o istotnym elemencie procesu terapeutycznego.
Choć koty często kojarzone są ze spokojem i niezależnością, ich wewnętrzny świat emocjonalny jest znacznie bardziej złożony, niż wielu opiekunów przypuszcza. Kocia potrzeba przewidywalności i kontroli nad otoczeniem jest ogromna, a wszystko, co wprowadza chaos, może prowadzić do napięcia emocjonalnego. Stres u kota bywa jednak trudny do zauważenia, ponieważ gatunek ten ewoluował zarówno jako drapieżnik, jak i jako potencjalna ofiara. Oznacza to, że kot nauczył się ukrywać słabości, w tym objawy zdenerwowania czy niepokoju.
Dom, w którym mieszka kot, to przede wszystkim środowisko, które musi jednocześnie „pracować” dla dwóch gatunków: człowieka i kota.
Dla opiekuna czystość kojarzy się zwykle z brakiem plam, sierści i zapachów, dla kota – z bezpiecznym miejscem do załatwiania potrzeb fizjologicznych, zadbaną przestrzenią odpoczynku, przewidywalnymi zapachami i brakiem bodźców, które wywołują napięcie. Kiedy te dwa światy się rozjeżdżają, bardzo często pojawiają się problemy.
Zabawa z kotem często bywa postrzegana jako sympatyczny dodatek do wspólnego życia: kilka minut „pomachania piórkiem”, rzucanie piłeczki czy obserwacja kota bawiącego się z drugim kotem. Tymczasem z punktu widzenia behawioru i zdrowia kota zabawa z opiekunem jest jednym z najważniejszych elementów jego dobrostanu, ściśle powiązanym zarówno z jego emocjami, jak i z kondycją, zdrowiem fizycznym, relacją z opiekunem oraz… zapobieganiem problemom behawioralnym.
Hasło „karma monobiałkowa dla kota” od kilku lat rośnie w siłę. W wyszukiwarkach pojawia się tysiące razy miesięcznie, a sklepy zoologiczne kuszą półkami z produktami „single protein”, „limited ingredient” czy „hypoallergenic”. Nic dziwnego – coraz więcej opiekunów zdaje sobie sprawę, jak ogromny wpływ ma sposób żywienia na zdrowie kota, jego odporność, wygląd sierści i samopoczucie. Jednocześnie wokół tych diet narosło sporo mitów. „Mono” nie oznacza magii w puszce, tylko konkretne, wymagające narzędzie diagnostyczne.