Dołącz do czytelników
Brak wyników

Opieka i pielęgnacja

8 marca 2018

NR 3 (Styczeń 2018)

Epidemiologia w zespole patologicznego zbieractwa zwierząt

0 393

Niepokojącym zjawiskiem jest gromadzenie w domu niezliczonej ilości przedmiotów, które nie ma nic wspólnego z kolekcjonerstwem. Szczególnym rodzajem tego zaburzenia jest niekontrolowane zbieractwo zwierząt.

Wszyscy całe życie coś zbieramy. Jedni torebki plastikowe, inni perfumy, długopisy, pocztówki, gazety, obrazy. Chcemy mieć coś swojego, tylko naszego, rzeczy, wśród których czujemy się dobrze, bezpiecznie i mamy poczucie odskoczni od codziennego życia w stresie. Takie hobby jest jak najbardziej naturalnym zachowaniem, wynikającym z uwarunkowań życia w rozwijającej się cywilizacji.

Niepokojące jest jednak, gdy niewinne zbieranie np. znaczków przeradza się w gromadzenie w domu niezliczonej ilości przedmiotów, niemające nic wspólnego z kolekcjonerstwem. Na tym tle dochodzi w rodzinie do nieporozumień, a zbierający często słyszy: „Nie ma już miejsca na twoje hobby” czy „Może czas najwyższy wyrzucić część tych śmieci”. Niechęć do usuwania zbędnych przedmiotów, wręcz gromadzenie ich w nieograniczonym nadmiarze daje podstawy do zastanowienia się, czy to nie syllogomania.

Definicja

Syllogomania – czy też zespół patologicznego zbieractwa – w literaturze medycznej w Polsce opisana została w 1974 r.

Mimo późniejszych licznych wzmianek w piśmiennictwie naukowym zaburzenie to nie zostało wpisane do ICD-10. Natomiast w USA zostało zaklasyfikowane jako choroba społeczna i wpisane do klasyfikacji amerykańskiej chorób, DSM-5, obowiązującej od 2013 r. 

 

Czy wiesz, że…

Aż 2–5% populacji światowej dotknięte jest syllogomanią. 76% to kobiety, a aż 46% spośród nich jest powyżej 60. roku życia. W ich domach najczęściej bytują koty – to aż 65% wszystkich zwierząt.

 

Jak pisał G.J. Patronek: „Patologiczne zbieractwo to nabywanie, zbieranie, gromadzenie oraz trudności z pozbywaniem się rzeczy nieużytecznych lub o małej wartości, o ile tego typu aktywność jest nasilona tak, że powoduje obniżenie poziomu funkcjonowania społecznego lub jego całkowitą dezorganizację”.

Zbieractwo zwierząt nie ogranicza się tylko do zwierząt domowych, takich jak psy czy koty. Zbierane są również zwierzęta hodowlane: konie, krowy, kury, króliki, zwierzęta egzotyczne itp.

W przypadku zwierząt zarówno domowych, jak i hodowlanych liczba nagromadzonych przez zbieracza sztuk uniemożliwia zapewnienie im prawidłowych warunków bytowania i opieki weterynaryjnej. Jednak zbieracze temu zaprzeczają. Próby racjonalnego argumentowania, by przestali zbierać zwierzęta, są, niestety, nieskuteczne. W związku z tym kompulsywne gromadzenie zwierząt może być scharakteryzowane raczej jako objaw zaburzenia umysłowego niż jako celowe okrucieństwo wobec zwierząt.

Należy też zwrócić uwagę, że równolegle ze zbieraniem zwierząt mogą być też gromadzone rozmaite przedmioty codziennego użytku. To nagromadzenie powoduje, że z czasem normalne funkcjonowanie zbieracza staje się niemożliwe.

Może też być uciążliwe dla sąsiadów, najczęściej z powodu nieprzyjemnego zapachu, a także powstawania sprzyjających warunków do rozprzestrzeniania się robactwa.

Problem ogólnospołeczny

Pierwsze symptomy zaburzenia, jakim jest zbieractwo, mogą wystąpić bardzo wcześnie, bo już w okresie nastoletnim. 

Symptomy te nie znikają w miarę upływu czasu, lecz wręcz przeciwnie, nasilają się. W wieku poprodukcyjnym może pojawić się również tzw. zespół Diogenesa, czyli sytuacja, w której prócz zbieractwa obserwujemy również daleko posunięte zaniedbanie higieny osobistej oraz sanitarnej mieszkania i otoczenia.

W sferze społecznej zespół ten prowadzi do upośledzenia funkcji socjalnych, a w konsekwencji do samotności i izolacji od najbliższych. Finalnie zaś do zaburzeń psychicznych, szczególnie depresji i zaburzeń lękowych, z samobójstwami włącznie.

Badania przeprowadzone w USA przez The Hoarding of Animals Research Consortium wskazują, że podłożem zespołu patologicznego zbieractwa i zespołu Diogenesa może być nerwica natręctw oraz schizofrenia, a w podeszłym wieku również choroby otępienne. U ok. 75% osób ze zbieractwem współistnieją zaburzenia afektywne lub zaburzenia lękowe, a u ponad 50% występuje depresja. Ze społecznego punktu widzenia skrajny bałagan, jaki towarzyszy temu zaburzeniu, może być zagrożeniem np. pożarowym.

Aż 76% mieszkań zbieraczy pozbawionych jest bieżącej wody i energii elektrycznej, które jako pierwsze są odłączane jako konsekwencja niewnoszenia za nie opłat6. Brak podstawowej higieny zarówno samego zbieracza, jak i będących pod jego opieką zwierząt stwarza możliwość rozprzestrzeniania się chorób odzwierzęcych. Równocześnie w samym środowisku zbieracza mamy do czynienia z niszczeniem sprzętów domowych, zaleganiem odchodów zwierząt i resztek pożywienia w każdym pomieszczeniu, a nierzadko, bo aż w 40% przypadków, również ze zwłokami zwierząt.

Patologiczne zbieractwo zaczyna stawać się problemem ogólnospołecznym, bo samo społeczeństwo się starzeje. 

Aż 2–5% populacji światowej dotknięte jest tym zaburzeniem. 76% to kobiety, a aż 46% spośród nich jest powyżej 60. roku życia. Najczęściej są to osoby samotne, niepracujące zawodowo, nieprowadzące życia towarzyskiego, ze średnim bądź wyższym wykształceniem. Takie, które szukają zaspokajania potrzeb emocjonalnych w kontakcie ze zwierzętami. W ich domach najczęściej bytują koty, to aż 65% wszystkich zwierząt i tendencja ta jest rosnąca.

 

Czy wiesz, że…

Liczne problemy behawioralne zwierząt odebranych zbieraczom praktycznie eliminują szanse rehabilitacji i późniejszej adopcji zwierząt.

 

Klasyfikacja patologicznych zbieraczy zwierząt

Brytyjskie Towarzystwo Przeciwdziałania Okrucieństwu wobec Zwierząt podzieliło patologiczne zbieractwo na kilka kategorii:

  • domy tymczasowe – często działające w ramach fundacji pomagających zwierzętom, które nie wydają zwierząt do nowych domów, mimo że te spełniają wszystkie wymogi stawiane przez fundację. Statystycznie tego rodzaju grupa jest najliczniej reprezentowana przez osoby samotnie zajmujące się zwierzętami, w tym również przez karmicieli zwierząt wolno żyjących;
  • hodowcy – kolekcjonerzy, osoby należące do uznanych krajowych związków kynologicznych i felinologicznych, wystawiający jednak tylko nieliczne zwierzęta na wystawach;
  • prywatne schroniska i przytuliska – będące poza jakąkolwiek kontrolą społeczną, najczęściej powstające w wyniku podrzucania zwierząt przez osoby postronne, do tej kategorii należy również zaliczyć osoby starsze i często schorowane, które podjęły się opieki nad dużymi zgrupowaniami zwierząt, w Polsce szeroko opisywanymi przykładami tego zjawiska były przytuliska prowadzone przez osoby ze środowiska artystycznego;
  • pseudohodowcy – osoby nastawione na zysk, rozmnażające zwierzęta różnych ras, w nieograniczonej ilości, w warunkach urągających jakimkolwiek standardom sanitarnym;
  • niektóre fundacje ratujące zwierzęta – jednoosobowe organizacje, często utrzymujące się ze zbiórek pieniędzy od osób prywatnych;
  • zbieracze psów rasowych bądź w typie rasy – pozyskujący zwierzęta z różnych źródeł, w tym ze schronisk oraz od hodowców (jako osobniki niespełniające wymogów hodowlanych).

We wszystkich tych przypadkach występuje to samo podłoże emocjonalne – wrażliwość na krzywdę zwierząt. Towarzyszy mu jednak również chęć budowania pozytywnego obrazu samego siebie i samorealizacji.

O problemie związanym z niekontrolowanym gromadzeniem zwierząt dowiadujemy się najczęściej z mediów, a ostatnio także z mediów społecznościowych. Potrzeba reagowania na tego typu problemy w społeczeństwie jest dość znikoma. Przykładem jest statystyka, która podaje, że 45% zgłoszeń zostało dokonanych przez zmęczonych sytuacją sąsiadów, 4% przez opiekę społeczną, 2% przez policję i osoby anonimowe, a tylko 0,5% przez osoby najbliższe zbieraczom, czyli rodzinę i przyjaciół. Na samym końcu plasują się… weterynarze. 

To nieznośny zapach i wydostające się spod drzwi robactwo mówią nam, że za sąsiada mamy człowieka z zespołem patologicznego zbieractwa. Bardzo często jest już wtedy za późno na całkowite rozwiązanie problemu, a polskie przepisy nie pozwalają na natychmiastowe działanie. Nie istnieją też programy pomocy dla takich ludzi, którzy w większości są recydywistami. Wymagają oni stałej kontroli i opieki psychologicznej, której, niestety, nie otrzymują. 

Błędne koło patologicznego zbieracza

Cykl patologicznego gromadzenia zwierząt zaczyna się zazwyczaj od silnego przymusu – w wyniku choroby psychicznej – posiadania zwierząt. Władze powiadamiane są zazwyczaj przez sąsiadów lub członków rodziny. Zwierzęta są odbierane, ale nic nie jest zrobione w celu leczenia podstawowej choroby, będącej przyczyną gromadzenia6.

Badania

W 1999 r. w USA i Kanadzie przeprowadzono szeroko zakrojone badania mające na celu określenie epidemiologii występowania patologicznego zbieractwa zwierząt. Wyniki jednoznacznie wskazują, że problem zbieractwa zwierząt staje się w coraz większym stopniu chorobą społeczną.

Ponad połowa zbieraczy działała na obszarach miejskich, pozostała część jest podzielona dość równomiernie pomiędzy obszarami wiejskimi i podmiejskimi.

Gospodarstwa domowe zbieraczy w 32% pozbawione były łazienki, w tym możliwości korzystania z sanitariatów, 20% nie posiadało dostępu do kuchni, 6% miało wyłączone takie udogodnienia jak energia elektryczna, a 14,3% nie posiadało wody – ani zimnej, ani ciepłej. Aż 26,5% chorych nie miało miejsca do spania, gdyż łóżka były zajęte przez nagromadzone zwierzęta, które w nich nie tylko spały, ale też załatwiały swoje potrzeby fizjologiczne.

Syllogomania dotykała w przeważającej większości kobiety (76%) w wieku powyżej 60 lat lub starsze, samotne – rozwiedzione lub wdowy (72%). Tylko w 14,8% gospodarstw zbieracze żyli wspólnie z innymi osobami, w tym z dziećmi w wieku od 2 do 15 lat, ale nie dłużej niż przez cztery lata od chwili zdiagnozowania problemu.

Wśród zwierząt gromadzonych przez badanych chorych najliczniej reprezentowane były koty (65%), które wyprzedziły w liczebności psy (60%)10. Choć te właśnie zwierzęta są najczęstszymi pacjentami lecznic weterynaryjnych, odnotowano również przypadki gromadzenia ptaków (11%), zwierząt egzotycznych (1%), a nawet zwierząt hodowlanych, takich jak konie czy krowy (1%).

Badani zbieracze nie ograniczali się do zbierania tylko jednego gatunku zwierząt, choć takich przypadków było najwięcej. Gromadzenie zwierząt należących do dwóch różnych gatunków, często całkowicie odmiennych, stanowiło 22,2% przebadanych osób, a w przypadku 1,1% zbieraczy odnotowano gromadzenie zwierząt należących do trzech lub jeszcze większej liczby gatunków. Najczęściej były to zwierzęta znalezione w opłakanym stanie, wyrzucone przez swoich dotychczasowych właścicieli, ale były wśród nich też osobniki, które przyszły na świat już u osoby chorej. Brak kontroli nad populacją gromadzonych zwierząt to również nieświadomość występujących wśród nich zgonów. W 80% zbieracze i ich zwierzęta żyły wśród martwych zwierząt, ukrytych albo w różnego rodzaju skrytkach na terenie mieszkania, albo w miejscach, do których sam zbieracz nie miał dostępu. Tylko 2% osób chorych grzebało martwe zwierzęta.

 

Czy wiesz, że…

Niemal wszystkie zwierzęta odebrane zbieraczom to zwierzęta mające braki w socjalizacji z ludźmi i środowiskiem zewnętrznym.

 

Epidemiologia

O tym, jak dużym problemem patologicznych zbieraczy jest ich funkcjonowanie w przestrzeni społecznej, niech świadczy fakt, że w 2016 r. na terenie wszystkich stanów USA interwencji z całkowitym odbieraniem zwierząt (zbieraczowi nie pozostawiono żadnego zwierzęcia pod opieką, a sama osoba została skazana prawomocnym wyrokiem sądowym z zakazem posiadania zwierząt) było aż 3500, odebranych zwierząt zaś 250 000.
Mimo szeroko zakrojonego programu...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Animal Expert"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • Zniżki na konferencje i szkolenia
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy