Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

15 września 2020

NR 19 (Wrzesień 2020)

Dzikie zwierzę przed kominkiem,
czyli komentarz do sprawy pumy Nubii

3

W połowie lipca 2020 r. polskie społeczeństwo zostało podzielone przez dwa wydarzenia: drugą turę wyborów prezydenckich oraz aferę wokół sprawy pumy, która na mocy prawomocnego wyroku sądu miała być odebrana z prywatnych rąk i trafić do wskazanego ośrodka, którym był Ogród Zoologiczny w Poznaniu. Nie chcę w tym tekście stawać po żadnej ze stron tego sporu, nie zamierzam wypowiadać się na temat ani działań dotychczasowego opiekuna, ani dyrektor Ewy Zgrabczyńskiej. Chciałabym spojrzeć na ten temat szerzej i zadać pytanie: Jak do tego doszło, że dziki drapieżnik zamieszkał w prywatnym domu, i czy jest to dobre?

„Chcę mieć dużego kota”

W przypadku tej historii, tak jak w przypadku wielu innych, podobnych, wszystko zaczęło się od magicznego słowa „chcę!”. Ktoś chce mieć w domu dzikie zwierzę: ssaka, ptaka, gada, płaza – różne są tego odmiany. Nierzadko jest to zwierzę z gatunku uznanego za zagrożony lub objętego jakąś formą ochrony. Część z tych osób ma na tyle „przyzwoitości”, by nie próbować pozyskiwać zwierząt z natury (jak to bywało kiedyś), lecz postanawia wejść w posiadanie takiego „pupila” legalnie. Jak? Kupując go z hodowli.

POLECAMY

I tu wielu osobom otwierają się oczy, no bo „Jak to z hodowli? To są hodowle lwów? Tygrysów? Pum?”. Ano są, tak samo jak węży, niedźwiedzi, papug, ptaków drapieżnych i setek innych gatunków. W dzisiejszych czasach można zamówić sobie praktycznie wszystko – tam, gdzie jest popyt, pojawia się i podaż. Sama pamiętam, jak we wczesnym okresie nastoletnim zżymałam się, że nie chcę mieć nic wspólnego z internetem, bo to miejsce, poprzez które można sobie legalnie zamówić tygrysa, a potem go zastrzelić. Dzisiejszy świat pokazuje, że w zbliżony sposób można sobie zamówić inne dzikie zwierzę i trzymać je na domowej kanapie. Nigdy nie przypuszczałam, że w tamtych nastoletnich deklaracjach znajdę się tak blisko smutnej prawdy.

Ale wróćmy do meritum. Jeśli już ktoś chce mieć tego dużego kota i chce to zrobić legalnie, to w Polsce w tym celu może wykonać kilka ruchów o charakterze administracyjnym – np. zarejestrować działalność cyrkową (jak było w tym przypadku) i na tej podstawie ubiegać się o pozwolenie na zakup do tegoż cyrku zwierzęcia gatunku niebezpiecznego. No bo przecież wiadomo – nie po to ma się cyrk, żeby występowali w nim ludzie, prawda? Pojawia się więc furtka, która umożliwia zgodny z prawem zakup zwierzęcia.

W naszym przypadku puma została przywieziona z Czech jako małe kocię. No, ale wiadomo przecież, że to groźny drapieżnik, ze swoimi instynktami i popędami. Jak to zatem przeprowadzić, aby puma, lew czy inny potencjalnie niebezpieczny drapieżca nie zaczął polować na otaczających go ludzi i inne zwierzęta? Bardzo prosto – należy od pierwszych dni zmodyfikować jego psychikę. I tu już zaczynamy wkraczać w coś, co dla mnie nosi powoli znamiona znęcania się – uczymy zwierzę, jak ZAPOMNIEĆ o gatunkowych cechach i potrzebach.

Jak wyhodować sobie „kotka na kanapę”?

Pierwszym krokiem jest odebranie nowo narodzonego malucha jego matce praktycznie zaraz po porodzie. Często już od 2–3 doby takie noworodki są przestawiane na sztuczne odkarmianie, a pełnię opieki przejmują nad nimi ludzie. Po co? Żeby matka nie miała szansy wychować malca zgodnie z naturalnym trybem, żeby nie nauczyła go niczego „niepożądanego”, żeby w tym kociaku nie obudziły się przypadkiem gatunkowo właściwe zachowania, zgodne z jego etogramem. Czym jest etogram? Zbiorem zachowań właściwych dla danego gatunku. To właśnie stamtąd bierzemy informację o tym, jak dane zwierzę powinno się zachowywać. I uwierzcie mi – zachowania takich oswojonych dużych kotów z etogramami ich gatunków nie mają wiele wspólnego. Za to z realizacją naszych, ludzkich, prymitywnych zachcianek – jak najbardziej.

Wiele osób zapomina o tym, że nawet jeśli puma, która przejdzie takie „pranie mózgu” (bo ciężko to nazwać inaczej) w pierwszym etapie życia, faktycznie nawiąże pozytywne na pierwszy rzut oka relacje z człowiekiem, to nadal pozostaje gatunkiem dzikim, czyli nieudomowionym. Skąd to wiemy? Ano stąd, że, jak wskazuje dr Piotr Piliczewski z Uniwersytetu Szczecińskiego, „udomowienie oznacza konkretne zmiany w układzie nerwowym i hormonalnym, które zostały wywołane głównie przez przeprowadzoną przez człowieka celową selekcję ukierunkowaną na otrzymywanie konkretnych cech”1. Dzięki temu ssaki, które przeszły przez proces udomowienia gatunkowego, są łagodniejsze, wykazują też cechy neoteniczne (cechy zwierząt młodych zachowane w wieku dorosłym), łatwiej tworzą więź z człowiekiem i chętniej się od niego uczą. A do tego są mniej nastawione na eksplorację niż gatunki dzikie, przez co łatwiej zadbać o ich dobrostan w warunkach domowych.

Dla części zwierząt ważne jest też wyeliminowanie pewnych elementów związanych z instynktem. Dla przykładu pies w procesie domestykacji stał się gatunkiem ze skróconym łańcuchem łowieckim. Oznacza to, że, o ile nie jest do tego szkolony, nie będzie raczej samodzielnie dążył do zabicia upolowanej przez siebie ofiary, jak ma to miejsce u wilka albo u … kota, u którego również to skrócenie nie nastąpiło. Jeśli zatem kot domowy (Felis catus domesticus), po tak długim okresie życia u boku człowieka, nadal potrafi skutecznie zabijać to, co upoluje (o czym boleśnie przekonujemy się, patrząc na olbrzymią ilość ofiar kotów domowych, które są przez ludzi wypuszczane na zewnątrz bez kontroli), to co powiedzieć o pumie? To samo – jeśli poczuje taką potrzebę, jeśli poczuje się zagrożona, jeśli stanie w trudnej dla siebie sytuacji, może zrobić krzywdę. I nie będzie to jej wina, lecz wina tego, kto ją w takiej sytuacji postawił. Tylko że o tym uradowany wizją posiadania swojego wymarzonego zwierzątka człowiek już zwykle nie myśli…

Puma w naturze

Większość dzikich kotów i kotowatych to w naturze gatunki samotnicze. Łączą się w pary w okresie godowym, w celach typowo prokreacyjnych, jednak potem to matka zostaje z młodymi, którym towarzyszy do czasu usamodzielnienia się. Gdy ten moment nastąpi – każdy zwierzak idzie w swoją stronę (pewnym wyjątkiem są tutaj lwy, które potrafią budować duże grupy rodzinne). Puma działa podobnie – żyje w samotności, przemierzając tereny, na których mieszka, polując i odpoczywając. Nie dąży do intensywnego kontaktu, nie szuka go i nie tęskni za nim. To nie pies! Nawet jeśli jest prowadzana na smyczy…

Weźmy wreszcie odpowiedzialność za świat, który nas otacza, i zacznijmy go zmieniać na lepsze, walcząc nie ze skutkiem, ale z przyczyną – z naszym „chciejstwem”,które skazuje na cierpienie tysiące istnień, bo nam się tak podoba…

Jak mówi Piliczewski, naturalne terytorium pumy (a więc obszar, który zwierzę przemierza i na którym bytuje), to od 25 do 100 km2! Taka przestrzeń to kwestia potrzeb nie tylko eksploracyjnych czy łowieckich, ale też ruchowych – odległości, które drapieżnik pokonuje każdego dnia, skoków, biegów, pogoni. Takich warunków nie da się zapewnić w żadnym prywatnym domu! Być może byłoby to osiągalne w czymś na kształt sanktuarium, gdzie zwierzęta mają zapewnione duże tereny i bytują w sposób możliwie zbliżony do natury. Jednak tam puma nie miałaby kontaktu z człowiekiem, żyłaby tak bardzo „w swoim świecie” i „na swoich warunkach”, jak to tylko możliwe. A przecież nie o to chodzi „miłośnikom” dzikich zwierząt. Po raz kolejny potrzeby człowieka są więc stawiane na pierwszym planie, a cały świat ma się dostosować.

Stanowisko ekspertów

Początkowy lament społeczny, który rozległ się w kontekście tej trudnej i skomplikowanej sprawy, został na szczęście po kilku dniach skonfrontowany z głosami osób wyjaśniających, że to nie kolejny film z wytwórni Walta Disneya, lecz poważny problem o ogromnej skali i zasięgu. Jedną z organizacji, która na naszym, polskim podwórku wydała w tej kwestii oświadczenie, jest Polskie Towarzystwo Etyczne, do którego należą m.in. profesor Andrzej Elżanowski czy mec. Karolina Kuszlewicz (oboje bezpośrednio zaangażowani w walkę o prawa zwierząt, w tym m.in. o zapewnienie bezpieczeństwa słynnym „wolnym krowom” z Deszczna). Pani mecenas podsumowała całą sprawę, pisząc m.in. takie słowa: „Nie dorabiajmy ludzkich interpretacji tam, gdzie chodzi o dzikie zwierzęta. Mimo dobrych chęci, to dla nich krzywda”2.

W sprawie tworzenia dzikim zwierzętom sztucznych i niewłaściwych dla nich warunków po raz kolejny zabrał też głos Maciej Bielak, prowadzący od lat prowadzący bloga pod adresem: www.animalus.eu, gdzie odnosi się m.in. do etycznego podejścia człowieka do przyrody. W swoich wpisach czy to na wspomnianym wyżej blogu, czy na swoim facebookowym profilu wielokrotnie zwracał uwagę na to, jak łatwo można wejść w posiadanie zwierzęcia gatunku nie tylko dzikiego, ale też chronionego, a do rozpoczęcia „opieki” nad nim nie trzeba się wykazać żadnymi kwalifikacjami ani odpowiednimi warunkami do jego przetrzymywania. We wpisie zatytułowanym „Czy dzikie zwierzęta cierpią w niewoli?” wskazuje, że „odpowiednie warunki” do opieki nad takim stworzeniem nie ograniczają się jedynie do zapewnienia mu właściwej diety, opieki weterynaryjnej czy też dużej dawki emocji okazywanych przez człowieka. Bielak pisze jasno, że dla takich zwierząt przebywanie w niewoli to ogromny dyskomfort, ponieważ „nie da im się odtworzyć warunków, w których w pełni mogłyby zaspokajać swoje potrzeby – nie będą mogły robić rzeczy do których pchają je instynkty,...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Animal Expert"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • Zniżki na konferencje i szkolenia
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy