Dołącz do czytelników
Brak wyników

Terapia behawioralna , Otwarty dostęp

18 stycznia 2021

NR 21 (Styczeń 2021)

Jak przełamać lęk przed gabinetem weterynaryjnym i lekarzem weterynarii?

39

Na sposób zachowania zwierząt oraz tolerancję różnych sytuacji ma wpływ szereg czynników, które końcowo kształtują danego osobnika. Część elementów jest zależna od hodowcy, a część już od nowego właściciela i jego podejścia do socjalizacji. Statystycznie historie pacjentów, z którymi przychodzi się nam zmierzyć, ujawniają braki lub błędy popełniane przez właścicieli w tym wrażliwym czasie.

Bardzo często jednym z takich wrażliwych tematów staje się wizyta u lekarza weterynarii, a także pozostałe lekarsko-pielęgnacyjne czynności. Z racji tego, iż wiele z tych procedur jest nieprzyjemna dla zwierzęcia, wiążą się one z wdrukowaniem przykrych, bolesnych i nacechowanych lękiem wspomnień. Jeżeli dołączymy do tego obrazu zwierzę wrażliwe, z tendencją do zachowań lękowych, braki socjalizacyjne i niepewność działań właściciela, to mamy smutny przepis na katastrofę, która będzie się pogłębiała z biegiem lat życia zwierzęcia.
Doświadczenie autora pokazuje wiele historii pacjentów, którzy bardzo źle znoszą wizyty u lekarza weterynarii, jednakże nie zawsze trudność w opanowaniu stresu wynika z zachowań lękowych zwierzęcia czy też jego  bolesnych doświadczeń. Jak się okazuje, wielokroć źródłem chaotycznych zachowań w gabinecie lekarskim jest sam właściciel!

POLECAMY

Pierwsze wrażenie, budowanie relacji

Na sposób zachowania zwierzęcia w gabinecie lekarskim ma wpływ wiele czynników i w dużej mierze to od nas, ludzi, będzie zależało, jak pies będzie tolerował spotkania z lekarzem weterynarii. W tym procesie ogromną rolę odgrywają opiekun zwierzęcia oraz sam lekarz weterynarii, gdyż kluczem do sukcesu jest zbudowanie prawidłowej relacji z personelem lecznicy, opartej na zaufaniu i przyjemnych skojarzeniach. W związku z tym podstawą są świadomość opiekuna i jego zaangażowanie w budowanie pozytywnych skojarzeń z zakładem leczniczym. Doskonale jest, jeżeli personel zakładu bierze w tym procesie udział chętnie i rozumie, o co toczy się gra. Z dużym optymizmem należy podkreślić, iż coraz więcej lekarzy weterynarii zaczyna kłaść nacisk na podejście behawioralne do pacjenta, coraz częściej interesują się oni medycyną behawioralną i dobrostanem psychicznym zwierzęcia, dokładają starań, aby spotkania w zakładach leczniczych były związane z możliwie jak najmniejszym stresem. Warto szukać takich miejsc i korzystać z ich pomocy. Zatem na wstępie rozwoju szczeniąt warto zastanowić się nad planem przyzwyczajania do obsługi lekarskiej. Na ten proces składa się przede wszystkim praca właściciela w domu, 
tj. trening pielęgnacyjno-medyczny. 

KW dalszej kolejności rolą trenera podczas zajęć z grupą przedszkolną będzie wdrożenie ćwiczeń opartych na tolerancji czynności np. pielęgnacyjnych czy procedury na kształt badania – tak, aby nauczyć tolerancji dotykania newralgicznych miejsc przez obce osoby. Bardzo istotne jest nazywanie każdej czynności, którą chcemy zwierzę nauczyć – uczulanie opiekunów na stosowanie słów kluczy, takich jak badanie, lekarz, wycieranie łap, czesanie, uszy, pazury… Wprowadzenie ćwiczeń już u kilkutygodniowych szczeniąt pozwala na lepsze tolerowanie dotyku w „trudnych” miejscach, takich jak uszy, jama ustna, przestrzeń międzypalcowa, pazury, brzuch, oko, na pozwalanie na dotyk szczotki i grzebienia, na przyzwyczajenie do zakładania kagańca lub uzdy na kufę. Kolejnym ważnym krokiem jest zapoznanie szczeniąt z wyglądem lekarza, czyli jego fartuchem medycznym – podczas sesji szkoleniowych warto przeplatać momenty, w których pojawia się pozorant przebrany za lekarza weterynarii, wyposażony w stetoskop, strzykawkę i termometr, z łączeniem postaci lekarza i jego akcesoriów z zabawą, nagradzaniem za dotykanie, obwąchiwanie akcesoriów itd. Można także zastanowić się nad poświęceniem jednego dnia w planie szkoleniowym grupy na spotkanie z lekarzem weterynarii, który odwiedzi szczenięta w sali.

Szkoleniowe spotkania z lekarzem

Ostatnim spoiwem jest zakład leczniczy i spotkania z jego personelem. Zatem jeżeli uda się znaleźć lekarza otwartego na pracę nad zbudowaniem pozytywnych skojarzeń z lecznicą, to warto wdrożyć spotkania z nim cyklicznie – po to, aby posiedzieć w poczekalni z psem i nagradzać go za spokój czy poprosić lekarza o pogłaskanie psa. Kolejnym krokiem jest nauczenie psa ważenia się na polecenie słowne lub gest.Zwłaszcza w wypadku dużych ras jest to istotne bardzo, gdyż waga statystycznie stanowi źródło problemów. Spotkania takie powinny odbywać się raz lub dwa razy w tygodniu.
Bardzo istotne jest, aby spotkania odbywały się tylko w ramach przyzwyczajania, wystawiania na bodziec stresujący, jakim jest pomieszczenie zakładu leczniczego, wejście na wagę, i nagradzania za spokojne zachowanie, obserwację otoczenia, tolerowanie obecności, głosów i dotyku personelu. Można łączyć te spotkania z zabawą w poczekalni, karmieniem, masażem okolicy głowy, karkuczy grzbietu. Należy obserwować zachowanie psa i niezbyt szybko przekraczać granice – to proces, który jest inwestycją w przyszłość. Im bardziej się nad tym skupimy, tym większe szanse, że w problematycznych momentach pies sobie poradzi.

Zachowanie właściciela

Oprócz samego treningu psa bardzo ważną kwestią jest sposób zachowania właściciela. Omawiając z opiekunem temat zaznajamiania psa z procedurami medycznymi, bardzo ważne jest, aby wrócić do podstaw, jakimi są emocje człowieka i jego sposób bycia. Z obserwacji opiekunów i ich czworonogów podczas pobytu z gabinecie lekarskim wynika bowiem smutna konstatacja, iż sam człowiek jest bardzo często stresorem i pogarsza samopoczucie zwierzęcia podczas trudnego wyzwania, wprawiając psa w poczucie bezradności i napędzając strach. Chociaż dla nas zjawisko odczuwania stanu emocjonalnego przez zwierzęta jest sprawą oczywistą, to w dużej mierze dla opiekunów nie jest to tak jasna sprawa. Statystycznie nie zdają sobie sprawy z tego, jak ważne są ich postawa i sposób bycia w pracy z psem, a tym bardziej w trudnej sytuacji. W konsekwencji często pogarszają sprawę, wzbudzając zachowania lękowe u psa, który nie miał takich tendencji. Lekarze weterynarii interesujący się medycyną behawioralną oraz szkoleniem psów zwykle poświecają chwilę na rozmowę dotyczącą odczuwania naszego stanu i przeniesienia zachowania. Bardzo często okazuje się, że zabranie na ręce psa czy też przejęcie smyczy przez technika weterynarii do czynności lekarsko-weterynaryjnych pies znosi spokojniej niż wcześniej trzymanie na rękach opiekuna. Technik weterynarii jest osobą obcą, zwykle panuje nad emocjami i jest bardziej stanowczy aniżeli zestresowany opiekun, przez co psu łatwiej się odnaleźć w trudnej sytuacji. Dlatego też w opinii autora bardzo ważne jest poświęcenie czasu na omówienie tego tematu podczas sesji szkoleniowych, tak aby właściciel, przychodząc do gabinetu, pamiętał o panowaniu nad swoimi emocjami i roli stanowczego, opanowanego przewodnika.

Opis przypadków

Historia tej pacjentki to przypadek złożony. Była już poruszana na łamach „Animal Expert”, ale warto ją przypomnieć, gdyż jej historia jest bardzo cenna.

Około siedmioletnia suka w typie syberian husky, sterylizowana, adoptowana, od dwóch lat w nowym domu, z nadwagą, karmiona BARF-em. Jej właścicielka zgłosiła się na konsultację z powodu lęku psa przed lekarzem weterynarii. Z wywiadu uzyskaliśmy informację, że suka doskonale odnalazła się w nowej rodzinie, każdego dnia trenuje posłuszeństwo oraz poświęcają około 3 h dziennie na aktywność fizyczną. Właścicielka bardzo skupiona na psie. Proces terapii lęku przed gabinetem trwał długo i przebiegał falami sukcesów i porażek. Wszystkie działania były oparte na bardzo małych krokach. Rozpoczęto od spacerów w okolicy zakładu leczniczego – najpierw tylko szli trasą i mijali zakład bez zatrzymania, później zatrzymywali się na wjeździe z poleceniem „siad”, a po prawidłowo wykonanym poleceniu szli dalej w stronę parku, w dalszej kolejności były ćwiczenia znanych poleceń na placu przed gabinetem i w nagrodę spacer do ulubionego parku. Kolejnym etapem było wchodzenie i wychodzenie z zakładu – początkowo był to szybki ruch przejścia przez poczekalnię i wyjścia, gdyż samo przekroczenie progu wywoływało lęk, następnie w różnych sekwencjach wchodzili – wychodzili, wchodzili – „siad” – wychodzili, czasem siadali w poczekalni i wstawali, od razu wychodząc, wszystko w zależności od stanu emocjonalnego samicy. Największy postęp był widoczny po czterech godzinach spędzonych w gabinecie zabiegowym, gdzie właścicielka czytała książkę, pies miał swobodę ruchów, a personel pracował swoim rytmem w pomieszczeniach obok. Tego dnia samica na koniec dyżuru pozwoliła do siebie podejść i pozwoliła na dotyk bez swoich typowych reakcji (uciekanie, wycie, szarpanie, kłapanie zębami, oddawanie moczu, kału, opróżnianie gruczołów okołoodbytowych). Od tego momentu wizyty były różnie zorganizowane – zarówno czas pobytu, jak i wspólne interakcje się zmieniały. Należy podkreślić, że momenty podnoszenia poprzeczki trwały długo. Właścicielka poświęciła sporo energii i zaangażowania w pracę, skrupulatnie trzymając się wszystkich zasad. Najpierw długo nie było wyraźnych efektów, a kiedy zaczęły być widoczne, po pewnym czasie wszystko wróciło na początek drogi. Właścicielka poświęciła dużo czasu i uwagi, żeby poprawić stan emocjonalny psa, jednakże mimo regularnej pracy, suplementacji, a przez moment farmakoterapii – efekty były bardzo powolne. Suka reagowała lepiej, ale lęk wciąż się utrzymywał. Z racji stosowanej diety kilkakrotnie wykonywano analizę krwi pełnego profilu wraz z panelem tarczycowym. Badania nie odbiegały od normy (poziom hormonów tarczycy był w dolnej granicy normy). Stan emocjonalny psa utrzymywał się wciąż na podobnym poziomie, dodatkowo – mimo dużej aktywności fizycznej i skrupulatnie przygotowywanej diety – wciąż cierpiała na nadwagę, była pobudliwa. Po konsultacji z lekarzem weterynarii zdecydowano o wprowadzeniu leczenia pod kątem subklinicznej niedoczynności tarczycy. W związku z tym zastosowano leczenie lewotyroksyną w dawce odpowiedniej do masy ciała, a właścicielka wciąż kontynuowała rozpisany plan behawioralny. Na kontrolnej wizycie po czterech tygodniach zauważono wyraźną poprawę. Suka była spokojniejsza, choć była spięta podczas badania przez lekarza, to nie reagowała we właściwy jej sposób paniki. Ponadto właścicielka zwróciła uwagę, że suka stała się mniej pobudliwa i bardziej skupiona na opiekunce. Schudła.
Cała procedura zajęła kilka miesięcy.

Kilkuletni labrador retriever samiec (duży – 40 kg), nie przepada za lekarzami weterynarii. 

Podczas wizyty warczy, jest spięty, próbuje kłapać pyskiem, ucieka. Właścicielka ma trudności w opanowaniu psa, informuje, iż pies, znając lokalizację lecznicy, zdecydowanie reaguje po rozpoznaniu trasy zapieraniem się, próbą ucieczki, kilkakrotnie nie udało się psa doprowadzić do lecznicy, gdyż właścicielka nie mogła sobie poradzić z opanowaniem...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Animal Expert"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • Zniżki na konferencje i szkolenia
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy