Sylwia Kowalska: Skąd pomysł, by uczyć tej metody samych opiekunów?
Marta Mucha-Balcerek: To była naturalna ewolucja. Moi rodzice od zawsze zajmowali się zwierzętami, od dziecka było mi bliżej do zwierząt niż do ludzi. Studia zootechniczne dały mi solidną bazę, ale szybko poczułam, że chcę pracować ze zwierzętami w inny, bardziej bezpośredni sposób. Tak trafiłam na rehabilitację i masaż.
Kiedy zaczęłam praktykować, uderzyło mnie, jak ogromne znaczenie dla efektu terapeutycznego ma emocjonalny komfort psa. Masując obce psy, zauważyłam, że moja obecność – jako osoby z zewnątrz – często generuje w nich niepotrzebne napięcie. Zaczęłam szukać rozwiązania, jak wyeliminować ten negatywny czynnik.
Inspiracją okazał się masaż Shantala, stosowany u niemowląt. Tam również nie ma obcego masażysty – jest instruktor, który uczy rodziców, jak mają masować swoje dzieci. Pomyślałam: „Dokładnie tego potrzebują psy!”. Chciałam, aby to opiekunowie, którzy najlepiej znają swoje czworonogi, potrafili wyczuć odpowiedni moment, uchwycić subtelne sygnały i przeprowadzić sesję w bezpiecznych, domowych warunkach. Tak zrodził się pomysł na warsztaty i książkę.
S.K.: W twojej f...