Dołącz do czytelników
Brak wyników

Terapia behawioralna

22 stycznia 2019

NR 9 (Styczeń 2019)

Depresyjne zachowania zwierząt

0 235

Depresja jest zaburzeniem emocji i nastroju. Przyjęło się uważać ją za typowo ludzką dolegliwość, jednak w taki sam sposób dotyka ona również zwierząt. Niestety, bardzo często właściciele nie dostrzegają, że ich pupile są depresyjne i dopiero problemy towarzyszące depresji są powodem do zasięgnięcia porady behawiorysty.

Nie ma jednoznacznych dowodów naukowych na to, że zwierzęta przeżywają emocje dokładnie w taki sam sposób jak ludzie, jednak istnieje spora grupa naukowców, którzy skłaniają się ku takiej teorii. Niestety, nie dysponujemy narzędziami pozwalającymi zmierzyć nam to, co subiektywne. Nawet ludzie, w obrębie swojego gatunku, nie odbierają świata identycznie. Przeżywanie stanów emocjonalnych może różnić się choćby ze względu na wyczulenie poszczególnych zmysłów. Ciekawym zjawiskiem jest synestezja, czyli zdolność do przenikania się wrażeń odbieranych przez różne zmysły. Niektórzy ludzie kojarzą dźwięki z kolorami, czyli potrafią widzieć muzykę lub odbierają smak za pośrednictwem zapachu. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, jeśli chodzi o odmienne gatunki. Percepcja rzeczywistości zwierząt jest bardzo różnorodna. W zależności od gatunku nasi mali przyjaciele zostali wyposażeni w odmienne mechanizmy poznawcze. Niektóre wykraczają poza zdolności człowieka. Psy posiadają niezawodny nos, gołębie dostrzegają polaryzację światła i potrafią świetnie nawigować, prymitywne gady wyczuwają zmiany temperatury z dokładnością do dziesiętnych części stopni Celsjusza i dzięki temu bezbłędnie potrafią wyczuć i zlokalizować swoją ofiarę. Przykłady można mnożyć. Wielość czynników oraz trudności w ich obiektywnym uchwyceniu sprawiają, że emocjonalne życie zwierząt kryje przed nami jeszcze wiele tajemnic.

Emocjonalność człowieka a emocjonalność zwierząt

Tak naprawdę dopiero w ostatnim ćwierćwieczu zaobserwować można gwałtowny rozwój w dziedzinach naukowych poruszających kwestie procesów uczenia się oraz emocji. Rozwój metod badawczych przede wszystkim w dziedzinie neurobiologii i biochemii rzucił zupełnie nowe światło na psychikę zwierząt. W efekcie nasi czworonożni towarzysze przestali być uważani za maszyny zdolne jedynie do prostego reagowania na bodźce zewnętrzne i pobierania pokarmu.
Na początku XX w. Watson zapoczątkował nurt szkoły behawiorystycznej, uznając wyłącznie to, co widoczne i mierzalne. Natomiast takie pojęcia jak umysł oraz emocje uważane były za uboczne, nienaukowe artefakty. Dziś wiemy już, że mechanizm działania mózgu ludzkiego i zwierzęcego jest podobny. W laboratoriach farmakologicznych z powodzeniem hoduje się szczury z ADHD, depresją i innymi schorzeniami, na których następnie testuje się leki mające docelowo służyć człowiekowi. Nie jesteśmy z całą pewnością w stanie stwierdzić, czy emocje rodzą w zwierzętach takie same odczucia jak u ludzi, wiemy jednak, że samo ich powstawanie jest wyzwalane przez te same procesy neurochemiczne. Emocje w tym ujęciu można zatem określić jako pewien stan równowagi związków chemicznych w organizmie, w szczególności neuroprzekaźników. Podobieństwa między mechanizmami zaburzającymi ten stan równowagi doprowadziły do licznych eksperymentów z udziałem zwierząt, których efektem było lepsze zrozumienie jednostek chorobowych u ludzi, w tym depresji.

Brak kontroli i możliwości zmiany sytuacji życiowej

Jednym z lepiej znanych, ale okrutnych eksperymentów dotykających tematyki depresji są badania Seligmana nad wyuczoną bezradnością. W doświadczeniu badano pary psów, które w osobnych pomieszczeniach podłączano do specjalnej aparatury. Przed każdym psem umieszczano dźwignię, którą mogły łatwo obsłużyć nosem. Oba psy równocześnie były poddawane bodźcom rażenia prądem w różnych odstępach czasu, przy czym tylko jeden z nich mógł kontrolować sytuację poprzez naciśnięcie dźwigni i w ten sposób przerywać działanie prądu. Drugi pies był natomiast całkowicie pozbawiony możliwości unikania rażenia. Był również w pełni zależny od pierwszego psa, ponieważ aparatura była podłączona w taki sposób, że naciśnięcie dźwigni przez pierwszego psa przerywało również rażenie prądem drugiego. Miało to zagwarantować, że i jeden, i drugi pies zostały poddane dokładnie tym samym bodźcom. W toku eksperymentu pierwszy pies bardzo szybko nauczył się skracać działanie prądu, a także unikać szoków. W następnym etapie badania oba psy miały możliwość uniknięcia szoków elektrycznych poprzez przeskakiwanie przegrody. Pies, który w poprzedniej próbie eksperymentu miał możliwość kontrolowania sytuacji, szybko nauczył się unikać większości negatywnych bodźców – w przeciwieństwie do psa, który nie miał żadnej kontroli. Ten pies początkowo piszczał, okazywał oznaki stresu, ale nie podejmował żadnych aktywności, które pozwoliłyby polepszyć jego sytuację. Poddawany dalszym szokom, stawał się coraz bardziej bezradny i wycofany – aż do skrajnej sytuacji, w której kładł się bez ruchu na podłodze i biernie znosił cierpienie. Nawet przeniesiony do klatki, z której mógł łatwo uciec, nie podejmował żadnych prób odzyskania kontroli. W tym etapie eksperymentu uczestniczyły także psy „nowe”, które wcześniej nie zostały poddawane żadnym bodźcom. Te również nie miały problemów z odnalezieniem się w sytuacji i szybko nauczyły się unikać szoków. Aby rozstrzygnąć, co leży u podstaw odmiennego zachowania jednej grupy psów, Seligman zmodyfikował pierwszą część swojego doświadczenia. Pojawiły się dwie hipotezy – psy stały się bezradne, ponieważ nauczyły się, że rażenie prądem jest niezależne od nich i czegokolwiek by nie zrobiły, nie są w stanie zmienić swojej sytuacji, albo po prostu nauczyły się, że rażenie prądem w pierwszej części badania było karą za wszystkie podejmowane próby jego uniknięcia. Aby określić, która hipoteza jest prawdziwa, w pierwszej części eksperymentu zamiast użycia dźwigni psy kontrolujące musiały pozostać w bezruchu, aby uniknąć lub przerwać szok elektryczny. Mimo to te same psy w drugiej próbie eksperymentu bardzo szybko nauczyły się przeskakiwania przez przegrodę w celu uniknięcia porażenia.
Potwierdziło to hipotezę, że bezradność, czyli brak zależności pomiędzy zachowaniem a konsekwencjami u psów niemających kontroli, była wyuczona. Według Seligmana właśnie to zjawisko leży u podstaw depresji u ludzi. Choroba ta daje dokładnie te same objawy, jakie obserwował u psów, czyli bierność, wycofanie z aktywności, problemy w uczeniu się, utrata wagi, obojętność. Ważnym wnioskiem Seligmana była obserwacja, że psy nauczone kontrolowania sytuacji w pierwszej próbie nawet w sytuacji, kiedy zostały jej pozbawione, nie stawały się bezradne. Pozwoliła ona wyciągnąć z badania kolejny ważny wniosek – zwierzęta, które na wczesnym etapie życia zostały postawione w trudnej sytuacji oraz które miały możliwość podjęcia działań przynoszących oczekiwany rezultat, będą lepiej znosić każdą kolejną sytuację ograniczonej kontroli.

Opis przypadku

W celu zaznajomienia z tematem prześledźmy przykład czteroipółletniego psa rasy west highland white terrier. Rodi został adoptowany półtora roku przed pierwszą konsultacją behawioralną. Właściciele zwrócili się o pomoc do behawiorysty w związku z oszczekiwaniem innych psów na spacerze i ciągnięciem na smyczy. Już po pierwszym spotkaniu było jasne, że pies ma bardzo obniżony spoczynkowy nastrój. Nie zwrócił najmniejszej uwagi na nową osobę w domu, leżał spokojnie i spoglądał smutnymi oczami ze swojego kojca w salonie. Mimo że jego psi towarzysz ochoczo prezentował ulubione zabawki i oszczekiwał przechodniów z balkonu, Rodi absolutnie nie był zainteresowany zabawą ani bodźcami dobiegającymi z zewnątrz. Właściciele kupili psu dużą klatkę, ponieważ zauważyli, że pies uspokaja się, patrząc przez kraty. Na spacerach bardzo często przystawał przy drucianych ogrodzeniach i patrząc przez nie, uspokajał się. Niestety, przeszłość psa pozostawała zagadką. Wiadomo tylko, że błąkał się przez kilka dni po ulicach dużego miasta. Bardzo prawdopodobne stało się to, że cały okres wrażliwości na socjalizację oraz większość życia spędził w klatce. Prawdopodobnie był z niej zabierany tylko w sytuacji, z którą wyrobił sobie negatywne skojarzenia. Następnie doznawał ulgi, gdy wracał do niej z powrotem. Chociaż właściciele mieli bardzo dobre intencje, ich relacja z psem była mocno zaburzona. Gdzieś zatarł się fakt, że Rodi jest psem i w podejściu do niego powinno się uwzględnić specyfikę psiej emocjonalności i respektować psie zachowania. Był traktowany jak niemowlak – co chwilę brany na ręce, noszony, przytulany i odkładany do kojca, w którym wyraźnie czuł się najlepiej. Wiele z psich sygnałów, jakie w takich momentach wysyłał, było ignorowanych. Z jego perspektywy ostatnią szansą na przetrwanie było całkowite znieruchomienie i poddanie się. Dawało to właścicielce błędne przekonanie, że „on tak lubi”. Kolejnym problemem był brak szkoleń, ćwiczeń posłuszeństwa i wdrożonych zasad. Właściciele psa nie chcieli go strofować. Ponadto – ponieważ pies był bardzo wycofany i sprawiał wrażenie spokojnego i ułożonego – założyli, że nauka komend nie jest mu potrzebna. Jest to bardzo częsty błąd, ponieważ codzienne szkolenia i wdrażanie zasad są wręcz niezbędne do prawidłowego funkcjonowania w ludzkim świecie i wybudowania poczucia bezpieczeństwa. Pozwalają psu komunikować się z właścicielem oraz uczą wzajemnej współpracy i zaufania. Kolejną ważną rzeczą są zabawy łowieckie – takie jak maty węchowe, poszukiwanie nagród, zabawy piłką, przeciąganie węzełkiem – i zapewnienie psich aktywności. Pozwalają one zaspo...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Animal Expert"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • Zniżki na konferencje i szkolenia
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy