Dołącz do czytelników
Brak wyników

Opieka i pielęgnacja

20 stycznia 2020

NR 15 (Styczeń 2020)

Budowanie kocich przyjaźni, czyli dokocenie od kuchni

40

Każdy, kto decyduje się na dokocenie – czy to w wyniku wcześniejszych planów, czy pod wpływem impulsu – chciałby, aby jego zwierzaki się polubiły. Niestety, droga do tego jest często trudna i wyboista. I co gorsza – nie zawsze prowadzi tam, gdzie chciałby opiekun.

Temat tego, w jaki sposób budują się relacje w kocich grupach społecznych, był już wielokrotnie poruszany na łamach tego czasopisma, choćby w doskonałych tekstach Katarzyny Ganszczyk-Rawskiej (nr 1(1)/2017) czy Piotra Leszczyńskiego (nr 1(3)/2018). Można tam znaleźć informacje o tym, że koty, choć tworzą skomplikowane społeczne relacje z innymi osobnikami, to jednak w naturze są zwierzętami, które zajmują dość duże terytoria. Obserwacje pokazują, że jeden niekastrowany kocur potrafi patrolować obszar nawet do 100 ha, na którym często zamieszkuje więcej niż jedna samica rodząca jego potomstwo. To staje się bazą pewnego bardzo istotnego wniosku: mianowicie kot spędza czas z innymi osobnikami wtedy, kiedy ma na to ochotę.
Rozległość obszarów w naturze pozwala mu w dowolnej chwili wycofać się poza zasięg interakcji społecznej, a po czasie wrócić bez specjalnych komplikacji. I zresztą, jak zwraca uwagę Leszczyński, właśnie tak koty najczęściej rozładowują spory: poprzez zwiększanie dystansu, co eliminuje konieczność uruchamiania zachowań konfrontacyjno-agresywnych. W końcu w naturze walka jest nieopłacalna, bo samemu można w jej efekcie odnieść obrażenia. 
Owszem, zdarzają się grupy łączące kilka samic, które wspólnie opiekują się potomstwem i bytują na jednym obszarze, pamiętajmy jednak, że najczęściej są to kotki ze sobą spokrewnione. Mamy tu więc grupę rodzinną, która wspólnie dba o swoje interesy. Gdyby jednak kotki nagle się rozpierzchły, każda z nich powinna być w stanie samodzielnie zadbać i o siebie, i o swoje dzieci. Stąd kot, może nawet bardziej niż zwierzęciem „samotniczym”, powinien być określany mianem zwierzęcia „samowystarczalnego” w kontekście przetrwania.

Kocie sympatie i antypatie

Czy to oznacza, że nie istnieją kocie przyjaźnie? Zdecydowanie nie! Pracując wiele lat jako wolontariuszka w fundacji, pomagałam osobom dokarmiającym koty miejskie w mojej okolicy w ograniczaniu populacji zwierząt poprzez odławianie ich na zabiegi kastracyjne. Miałam wówczas okazję obserwować rozmaite kocie grupy i panujące w nich relacje. Liczebność tych kolonii była bardzo różna: od trzech, czterech dorosłych zwierząt żyjących w jednym miejscu po największą grupę, liczącą ponad 40 osobników, która cały czas się rozrastała. W tych dużych społecznościach bardzo wyraźnie było widać, które koty lubią swoje towarzystwo, a które się unikają. Szczególnie wyraźnie można to było obserwować w porach kamienia, gdy np. jedno ze zwierząt czekało, aż inne odejdzie od miski, by nie ryzykować sprzeczki. Bywało, że jeśli jakiś osobnik podszedł zbyt blisko, inny kot (lub kilka zwierząt) reagował wysyłaniem sygnałów dystansujących w postaci syczenia, blokując tamtemu swobodny dostęp do zasobu. Dopiero gdy one kończyły jeść, mniej akceptowany kot mógł podejść.
Co ciekawe – te zachowania nie miały w sobie żadnego schematu, który byłby powiązany z wiekiem kota „niechcianego”, jego kondycją fizyczną, wielkością czy stanem zdrowia, a nawet statusem „kastrowany/płodny”. Po prostu ktoś był przez grupę lubiany, ktoś tolerowany, a ktoś nie. Koty trzymane na dystans praktycznie nigdy nie próbowały zmieniać tej sytuacji, jeśli w grę nie wchodziły kwestie rozrodu. Jedynie w tych momentach widziałam eskalujące napięcie i bywałam świadkiem kocich starć. W codziennym funkcjonowaniu jednak niczego takiego nie obserwowałam (a dodam, że z największą z tych kolonii pracowałam ponad cztery lata, więc okazji do podglądania kociego życia społecznego miałam sporo). Dlaczego zatem niektóre koty były w ten sposób traktowane? Odpowiedzią na to jest jeden krótki termin: selektywność społeczna.

Selektywność społeczna

Pomimo że koty potrafią tworzyć społeczne relacje, mają skomplikowany język komunikacji (który nigdy by się nie rozwinął, gdybyśmy mieli do czynienia ze zwierzęciem stricte samotniczym, bo i po co?) i potrafią bardzo jasno komunikować swoje emocje i potrzeby, to jednak nie są w stanie zaprzyjaźnić się z każdym. Pod tym względem są bardzo podobne do nas, bowiem my przecież też nie pałamy równie ciepłymi uczuciami do każdej napotkanej osoby. To zjawisko to właśnie selektywność społeczna, czyli potrzeba decydowania o tym, z kim nawiązać bliższe relacje, a z kim nie. Często nie stoi za tym żadne realne złe doświadczenie, żadna trauma, żaden dramat. Zwyczajnie Felek nie lubi Mańka, a Kropka Pysi – i niewiele jesteśmy w stanie na to poradzić. Takie kocie prawo i koci wybór. Opiekun, oczywiście, może starać się to łagodzić, ale nie ma mechanizmów do tego, by w pełni przebudować kocie nastawienie psychiczne do danego osobnika. To zawsze musi być ostatecznie decyzja tego konkretnego zwierzaka. A ona zostanie podjęta albo nie…
Oczywiście, obserwujemy też kocie relacje na drugim biegunie emocjonalnym: bazujące na ogromnej zażyłości i wielkiej przyjaźni. Widać to często nawet nie tyle w codziennym funkcjonowaniu (choć, oczywiście, można wyłapać pewne sygnały, takie jak naprzemienne mycie się kotów, zwłaszcza w rejonie głowy i uszu, wspólne drzemki czy radosne zabawy w „ganianego”, prowadzone na równych prawach), co w momencie gdy jednego ze zwierząt nagle zabraknie. Widzimy wtedy, jak bardzo kot, który pozostał, cierpi po stracie towarzysza i jak jego ból psychiczny potrafi upośledzać codzienne funkcjonowanie (więcej na ten temat pisze m.in. Barbara J. King w książce pt. Jak zwierzęta przeżywają żałobę). Sama w swojej praktyce spotkałam niejednokrotnie bardzo zżyte ze sobą koty środowiskowe (zazwyczaj rodzeństwa, ale nie tylko), które wzajemnie się wspierały, dbały o siebie i uważały jeden na drugiego. Znane są też przypadki, gdzie jedno zwierzę donosiło drugiemu pokarm, gdy tamto gorzej się czuło i nie mogło skutecznie polować. Dla mnie to dowód wprost na to, że przyjaźnie w kocim świecie jak najbardziej istnieją. Tyle tylko, że nie zawsze i nie między każdymi dwoma kotami.

Kocie grupy w warunkach domowych 

Podstawowym elementem, który odróżnia warunki naturalne życia kotów od świata „domowego”, jest wielkość przestrzeni, którą zwierzęta mają do dyspozycji. Trzeba też w tym miejscu wyjaśnić, że w użyciu potocznym termin „terytorium” nie jest stosowany w pełni poprawnie. W opisie kocich zachowań terytorialnych mamy bowiem dwa istotne elementy:

  • terytorium, czyli obszar, którego kot broni, oraz
  • rewir, czyli teren, który kot odwiedza i na którym zazwyczaj realizuje swoje potrzeby związane z łowiectwem bądź też z rozrodem.

Wracając więc do przytoczonego wcześniej przykładu kocura, który patroluje obszar 100 ha, ta ogromna przestrzeń stanowi jego rewir, a terytorium jest zdecydowanie mniejsze. Trudno zresztą, aby kot był w stanie przeganiać intruzów i konkurentów z tak olbrzymiego areału, zwłaszcza że jego pełne obejście potrafi zająć mu nawet trzy, cztery tygodnie. 
W przypadku, w którym zwierzęta przebywają na małej przestrzeni, takiej jak mieszkanie czy dom, pojęcia terytorium i rewiru często stają się tożsame, a kot zaczyna bronić wszystkiego, do czego ma na co dzień dostęp. Doskonale widać to w przypadku, gdy zwierzę może obserwować przydomowy ogród przez okno, w tym ogrodzie pojawia się obcy kot, a rezydent rozpoczyna w związku z tym zachowania komunikacyjne, np. w postaci znaczenia terenu lub pozakuwetowej urynacji/defekacji. Pomimo iż intruz nie naruszył wewnętrznego terytorium kota, to jednak potrzeba jego obrony jest tak silna, że zachowanie pojawia się nawet na tak niewielkiej płaszczyźnie „kontaktu” jak kontakt wzrokowy (i ewentualnie też zapachowy, jeśli nowy kot zacznie „podpisywać przestrzeń”, znacząc od swojej strony szyby).
A teraz odwróćmy sytuację jeszcze trochę i wyobraźmy sobie, że ten nowy koci intruz nie pojawia się w ogrodzie, tylko w salonie na kanapie, która dotąd była w całości własnością naszego kota. Jaka może być reakcja? Na pewno nie zachwyt. Takie momenty nagłego eksponowania na siebie obcych zwierząt są czymś niezwykle stresującym i pociągającym za sobą groźbę konfrontacji. A jak zaznaczałam wyżej, tej koty raczej starają się unikać. Dlatego też wystawianie ich nagle na tak silne emocje związane z poczuciem zagrożenia nie jest dobrym początkiem potencjalnej kociej przyjaźni. Wręcz przeciwnie – jeśli któreś ze zwierząt nie wytrzyma i dojdzie do fizycznego spięcia, wyprostowanie tak fatalnego pierwszego wrażenia jest szalenie trudne, a w niektórych, skrajnych, przypadkach wręcz niemożliwe. Dlatego zanim postanowimy zapoznawać ze sobą koty, należy przeanalizować słuszność tej decyzji.

Sytuacje problemowe

Podstawy kocich kompetencji społecznych budują się w okresie pierwszych 12 tygodni życia malca, a przez kolejne trzy miesiące są rozwijane i ulegają pełnemu ukształtowaniu. W ten sposób półroczny kot posiada rozwinięte zdolności do życia w grupie, wie, jak się zachowywać, jak komunikować, kiedy dążyć do bezpośrednich kontaktów, a kiedy „odpuszczać” i zachować dystans. Jak nabiera tej wiedzy? Przede wszystkim przez doświadczenie i obserwację. Bez tego zwierzak pozostaje społecznym analfabetą, który nie ma pojęcia, jak budować relacje w kocim świecie, bo choć sam jest przedstawicielem gatunku, to jednak nie zna rządzących w nim zasad, a przez to nie potrafi prawidłowo wejść w interakcję z innym osobnikiem. I to właśnie, w mojej ocenie, jest jedną z największych przeszkód w przeprowadzeniu zakończonego sukcesem dokocenia. 
Drugą jest odmienność potrzeb. Najbardziej jest to widoczne u zwierząt, które dzieli duża różnica wieku, a więc jeśli opiekun stara się połączyć kociaka z kotem kilkunastoletnim. W takiej sytuacji malec jest wulkanem energii, dążącym non stop do interakcji, a rezydent to starszy, mniej aktywny zwierzak, który wymaga o wiele więcej spokoju, regeneracji i możliwości odpoczynku. Co w takiej sytuacji może pójść źle? Praktycznie wszystko. Maluch będzie zamęczać seniora, w którym będzie rosła frustracja, dojdzie do wzrostu poziomu stresu i napięcia, a w przypadku pojawienia się stresu chronicznego mogą do tego dojść problemy zdrowotne (pamiętajmy bowiem o korelacji pomiędzy układem immunologicznym kotów a czynnikiem stresowym oraz o grupie chorób wywołanych przez stres, do których zaliczamy choćby zaburzenia pracy przewodu pokarmowego czy też idiopatyczne zapalenie pęcherza moczowego kotów – FIC). Już samo to powinno dać nam do myślenia.
Czynnikiem decydującym wcale jednak nie musi być wiek, lecz charakter. W tym roku pomagałam w pracy socjalizacyjnej pomiędzy dwoma kotami: rezydentka była kotką w wieku poniże...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań czasopisma "Animal Expert"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych numerów czasopisma w wersji elektronicznej
  • Zniżki na konferencje i szkolenia
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy