To ważne, bo wielu opiekunów czeka na wyraźny objaw. Na syczenie. Na ugryzienie. Na problem z kuwetą. Na zachowanie, którego nie da się już nie zauważyć. Tyle że kot zwykle nie zaczyna od takiego poziomu. Najpierw komunikuje ciszej. Jeśli ktoś umie to wychwycić, ma dużo większą szansę zareagować wcześniej.
Badania nad komunikacją kotów pokazują zresztą coś, co dobrze pasuje do codziennej praktyki. Człowiek najlepiej odczytuje stan kota wtedy, gdy jednocześnie go widzi i słyszy. Gdy mamy pełniejszy obraz, trafność oceny rośnie. Gorzej radzimy sobie przy samym obrazie, a najsłabiej wtedy, gdy zostaje tylko dźwięk. Szczególnie łatwo przeoczyć napięcie, dyskomfort i niezadowolenie, czyli te stany, które jeszcze nie są otwartym protestem, ale z komfortem też nie mają już wiele wspólnego.
Nie chodzi jednak o to, żeby analizować każdy ruch ogona jak zapowiedź katastrofy. To zwykle prowadzi donikąd. Znacznie ważniejsze jest patrzenie na wzorzec. Czy coś się zmieniło? Czy ten sam sygnał wraca w podobnych sytuacjach? Czy kot zachowuje się inaczej niż miesiąc temu, przed remontem, po pojawieniu się dziecka, nowego zwierzęcia albo przed chorobą? Właśnie takie porównanie najczęściej pokazuje, że zachowanie kota nie jest przypadkowym zbiorem reakcji, tylko spójnym komunikatem.
Nie czytaj jednego sygnału w oderwaniu od reszty
Jednym z najczęstszych błędów jest wyciąganie wniosków na podstawie jednego elementu. Szerokie źrenice nie zawsze oznaczają strach. Mruczenie nie zawsze oznacza przyjemność. Miauczenie nie zawsze oznacza głód. Sam ogon uniesiony do góry też niewiele mówi, jeśli całe ciało jest napięte, a kot po chwili odwraca się i odch...