Dołącz do czytelników
Brak wyników

Moim zdaniem , Otwarty dostęp

20 stycznia 2020

NR 15 (Styczeń 2020)

Podglądanie przyrody – terapia spersonalizowana

277

Lornetka na szyi, aparat w ręce, a w plecaku przewodniki terenowe – podglądanie ptaków to aktywność dla wszystkich: starych i młodych, biednych i bogatych, szczęśliwych i przygnębionych. Dla tych ostatnich może być nawet swego rodzaju terapią.

Wszystko dookoła wkurza: politycy, praca, dom. Choroba, rozwód, strata bliskiej osoby, despotyczny szef, debilni sąsiedzi. Denerwuje nawet pub, choć ten ostatni przynajmniej pozwala realizować nałogi. Jedno, drugie, trzecie piwo. Paczka fajek. I tak codziennie przez kilka lat. Tylko po to, by chwile otrzeźwienia przypłacać jeszcze większym rozgoryczeniem i smutkiem. Izolacją społeczną i staczaniem się w chorobę psychiczną. Kombinacja wymienionych czynników występuje powszechnie, choć stale stanowi temat tabu. Pewne ocknięcie przychodzi dopiero wtedy, gdy w tle wisi próba samobójcza. Mniej więcej tak zaczyna się książka Bird Therapy (Unbound, 2019), która niedawno ukazała się w Wielkiej Brytanii. Jej autorem jest Joe Harkness, kiedyś skromny autor bloga pod tym samym terapeutycznym tytułem, dziś rozpoznawany na ptasim rynku jako człowiek, który podglądanie ptaków połączył z terapią. Napisał głośno to, co wielu innych, tych podglądających zwierzęta, wiedziało od zawsze. Lornetka na szyi, aparat w ręce, a w plecaku przewodniki terenowe – to jeden z niewielu rodzajów aktywności, układający się w poprzek politycznych sympatii, preferencji etycznych i estetycznych. Coś dla dziewcząt i chłopców, małych i dużych, biednych i bogatych.

POLECAMY

Dla ciała i mózgu

Początki bywają trudne. Coś przeleciało, zaświszczało, zaśpiewało. Co? Miało być tak pięknie i może pięknie jest, ale nie bardzo wiadomo, dlaczego. By poznać źródło dźwięku, trzeba nieco się namęczyć, poruszać, zapamiętać, zapisać, najlepiej w zwykłym analogowym notesie, a nie w żadnym smartfonie. I sprawdzać, uczyć się, jeszcze raz sprawdzać, poprawiać, pytać, kontaktować się z innymi. Codzienne spacery nabierają charakteru medytacyjnego. Ciało nabiera sił, a mózg wypoczywa. Powraca na właściwe tory, gdzieś po drodze gubiąc czarne myśli, niepotrzebne sprawy i zmęczenie od ekranu monitora. Przygoda wśród przydomowej zieleni nabiera rumieńców. Jednak to nie o samą zieleń chodzi. Parki, lasy i ogrody bywają wspaniałe, ale czymże byłyby bez ptaków i innych zwierząt? Ptaki to nieprzewidywalność i dreszczyk emocji. Nie można ot tak, po prostu, wyciągnąć portfela i zabukować wersji all inclusive, że chcę zobaczyć ten czy ów gatunek. Cóż z tego? Chcieć to sobie możemy, ale przyroda lubi niespodzianki. Nie ten gatunek, to inny. Często piękniejszy, rzadszy, z naszą, wpisaną w jego obserwację, historią. Nierzadko taką do opowiedzenia innym. Z rumieńcami na twarzy, a jednak bez nachalności, niepotrzebnego szpanerstwa; raczej po to, by dzielić się radością. Zachwytem nad drobnostkami. A może to wcale nie błahostki? Wszak brak kontaktu z przyrodą bardzo negatywnie odbija się na naszej psychice,...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy