Dołącz do czytelników
Brak wyników

Moim zdaniem , Otwarty dostęp

16 marca 2021

NR 22 (Marzec 2021)

Nie tylko Dzień Świstaka

121

Wypuszczanie pąków, kwitnienie, żółknięcie liści – w przypadku roślin bądź powrót ptaków z afrykańskich zimowisk, przebudzenia ssaków w środku zimy, zaloty i toki – w przypadku zwierząt. Te ostatnie, zależne od roślin i właśnie od warunków pogodowych, musiały niemal przewidywać przyszłość,  by wiedzieć, czy będzie dostatecznie sporo miejsc do schronienia się i żerowania, co warunkuje decyzję, ile młodych uda się odchować. Jesienią, odczuwając temperaturę i oceniając wysyp jagód czy drobnych ssaków stanowiących podstawę ich diety, wiedziały, jak przygotować się do ciężkiej zimy, a wiosną, na tych samych zasadach, kiedy się zbudzić i rozpocząć poszukiwania partnera.

POLECAMY

Na ostro i z przytupem 

Zmęczeni na przednówku ludzie pytali wprost – a to doświadczonych górali, a to lokalnej starowinki, a to księdza w kościele: czy wiosna już blisko? Zaczynało brakować jedzenia, długie zimowe dni dawały się we znaki, brak słońca powodował ewidentny spadek nastroju. Wyczekiwano więc bocianów, skowronków czy jaskółek. Wiedziano, że jedna z nich jeszcze wiosny nie czyni, ale wkrótce nastaną ciepłe dni. Przyloty jaskółek to jednak marzec i kwiecień, a jak przeżyć czas wcześniejszy, luty, kiedy to zimowa aura tak naprawdę jest dopiero w połowie swej krasy? Kto pomoże? Już może byśmy załamali ręce, ewentualnie popatrzyli w długoterminową prognozę pogody na ekranie smartfona, gdyby nie Amerykanie. 
A w Ameryce to wiadomo, na ostro i z przytupem, tak by usłyszał cały świat. I jeszcze by pomyślał, że to amerykańskie i tylko amerykańskie święto. I tak się właśnie stało z pewnym osobliwym dniem, 2 lutego, w Ameryce znanym jako Dzień Świstaka. Prawdziwe szaleństwo: specjalnie przygotowywane strony internetowe, prasa lokalna i międzynarodowa, najbardziej znane telewizje i rozgłośnie radiowe informują o sytuacji w niewielkim miasteczku Punxsutawney w Pensylwanii. 
Ale nie tylko media, bo również zastępy gapiów, liczone w tysiącach osób, przyjeżdżają tylko po to, by na żywo obserwować najsłynniejszego świstaka Phila (przedstawiciela gatunku o poważnie brzmiącej naukowej nazwie Marmota monax), wychodzącego ze swojej nory z pnia drzewa na wzgórzu Gobbler’s Knob. Świstak Phil to prawdziwa gwiazda, bo od jego zachowania zależy to, czy wiosna tuż-tuż, czy też jeszcze kolejne tygodnie zimy. Metoda interpretacji zachowania świstaka jest bajecznie prosta, zero-jedynkowa. Jeżeli zwierzę zobaczy swój cień dzięki słonecznej pogodzie, zwiastować to będzie dalsze sześć tygodni zimy. W razie pochmurnej pogody cień nie będzie dobrze widoczny, co oznacza zapowiedź nadchodzącej wiosny.
Czy coś to przypomina? Sama metoda zero-jedynkowa to nic innego niż przypowieści starego bacy. Na pytanie, czy będzie słonecznie w następnym tygodniu, pada sakramencka odpowiedź: bydzie abo nie bydzie. Zawsze idealnie się sprawdza! Bo słoneczko jest albo nie jest, i tyle! Zresztą całkiem poważne analizy klimatologów wskazują, że przepowiednie świstaka nie spełniają się wcale lepiej. Czysty proces losowy. I cóż z tego, skoro ludzie i tak się świstakiem interesują i zabawa trwa. Ten najsłynniejszy, amerykański, ma już zresztą swojego ukraińskiego odpowiednika – w charkowskim zoo podobnie w przewidywanie pogody zabawia się lokalny gryzoń, Tymko III. Kolejne podobieństwo i sugestia, że historia zatoczyła koło. Wiele bowiem wskazuje na to, że dzisiejsze amerykańskie święto ma swoje źródła w legendach i przypowieściach europejskich emigrantów, głównie tych z biednych rejonów Niemiec, Austrii i Galicji. 

Matki Boskiej Gromnicznej

Każdy, kto choćby nieco interesuje się życiem społecznym, z łatwością dostrzeże, iż data obchodów Dnia Świstaka idealnie zbiega się w czasie ze świętem Matki Boskiej Gromnicznej. I doprawdy nie jest to zbieżność przypadkowa. Przypatrzmy się związanym z tym dniem porzekadłom, ale wcześniej przypomnijmy podstawowe fakty. Luty to połowa zimy i ludzie mogli poczuć zmęczenie głodem i chłodem, przynajmniej kiedyś, kiedy to zimy bywały naprawdę srogie, a głód bywał poważnym problemem. Według ludowych prognoz „Gromniczna”, jak nazywano dzień drugiego lutego, rozpoczynała „ostatek zimy”, do czego wprost nawiązują przysłowia: „Na Gromnicę masz zimy połowicę”, „Gromnica – zimy połowica”. W prosty sposób pogodę tego dnia łączono z sytuacją kolejnych tygodni i miesięcy: „Na Gromnicę jasno, to w stodole ciasno”, „Gdy na Gromnicę roztaje, rzadkie będą urodzaje”. Gdzież jednak tutaj miejsce dla obserwacji zwierząt? Proszę bardzo! „Jak słońce świyci w Matka Boska Gromnicna to owoce bandą niscyć gady” (tak wtedy nazywano wszelkie szkodniki), „Jak w Gromnicną słońce, to bydom przelotne opady i burze, to jest niedobry rok dlo pszczelorzy i łowczorzy”. Aby odpędzić od domostw zły omen, na terenie pastwiska zakopywano przynoszony z kościoła kawałek poświęconej świecy, nazywanej gromnicą. Wtedy, gdy utrzymanie najcenniejszego dobytku, zwierząt gospodarskich – koni, krów, owie...

Artykuł jest dostępny w całości tylko dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy